Rozmaite Gackowej przypadki.
Blog > Komentarze do wpisu

Prezentacja towaru w domu klienta

Miła młoda dziewuszka zadzwoniła do drzwi i zaproponowała mi pokaz urządzenia. Powiedziałam jej od razu, że nic nie kupię, nie była rozczarowana, ale napomknęła coś o punktach, które zbiera jako młody pracownik i za które to punkty pojedzie na wycieczkę do Turcji. Dobra ze mnie dusza, niech dziewczyna jedzie na wycieczkę.
A ja niech sobie obejrzę, usłyszę i ocenię te tajemnicze cuda sprzedawane tylko w drodze pokazu u klienta. I strategie marketingowe też.
W umówionym terminie dziewczę przybyło wraz z jegomościem arabskiego pochodzenia ubranym niestosownie do okoliczności w poliestrowy tani garnitur akwizytora i buty z odciętym czubem. Dziewczę rozpakowywało z trudem paczki i pudła, jegomość zaś zawłaszczał sobie moje terytorium. Szukał wieszaka na swój płaszczyk, przedstawiał mi się kilka razy nieco zaniepokojony tym, z ja jemu niechętnie. Obiecywał cuda i niespodzianki.
Dziewczę z trudem dopasowywało do siebie klocki skomplikowanej układanki jaką okazał się odkurzacz.
Nie milkli ani na chwilę. Słowa płynęły szerokim strumieniem, co chyba miało zapobiec procesom myślowym w mojej głowie. Namawiali mnie na wywabienie z gabinetu męża. pewnie chcieli mu zaimponować zabawką ( mężczyźni lubią mechaniczne urządzenia) i pokazać, jakim trucicielskim flejtuchem jest jego żona. Nie dałam się namówić i mąż nie został wywabiony. Z żalem przyjęli do wiadomości, że będą mówić tylko do mnie.
Kiedy odkurzacz już został złożony pan Arman znikł, a dziewczę zaczęło sprzątać. Oszczędnym (tylko 600 wat) odkurzaczem z wielgaśną szczotką zapragnęło wyczyścić mi materac z łóżka. Nie wpuszczam obcych do sypialni. Dałam jej do odkurzania fotel.
Coś z tego fotela wyciągnęła. Niewiele tego było. To jest martwy włos i naskórek oznajmiła mi tragicznym szeptem.
No cóż, welwetowe fotele można czyścić turbo szczotką aż do wyłysienia. Ale żeby ktoś nazywał to martwym włosem?
Potem zaczął się cyrk. Dziewczę czyściło dywan ( martwy włos i Krzem), opowiadało mi o niezniszczalnym korpusie maszyny (duraluminium i włókna węglowe), o mikro filtrach niesłychanej szczelności, o workach do odkurzacza mogących zmieścić aż 9 kilo kurzu, o trzydziestoletniej gwarancji po serwisowej, o tym, że w Polsce działają jeszcze odkurzacze Kirby produkowane w czterdziestych latach, o tym że urządzenie to zastępuje 12 innych urządzeń, między innymi przyrząd do masażu dla psa itd. Rozkładała na podłodze brudne kółka z paprochami z dywanu co pewnie miało wywołać u mnie zgrozę i poczucie winy. Poddała testowi mój odkurzacz wysysając z niego zużyte powietrze. Mój Hoover z prawdziwym filtrem Hepa poradził sobie świetnie, ale państwo byli tym nie zrażeni.
Zdradziła mi również w sposób niesłychanie kulturalny i dyskretny cenę odkurzacza Kirby. Najpierw spytała, czy mi się podoba. Podobał się. Ile moim zdaniem kosztuje. W głowie oceniłam maszynkę i pomnożyłam to przez 2. Co dało wynik 4 000 zł. Panna powiedziała, ze to by było na pierwszą wpłatę. I na papierku napisała okrągłymi cyferkami: 8 000 opcja podstawowa, 11 700 opcja wypasiona. Roześmiałam się perliście. na to wpadł Arman i zaczął mnie urabiać, zawstydzać i straszyć. Nie milkł ani na chwilę, chyba, że chciał odpowiedzi na retoryczne pytanie ( czy w domu powinno być brudno? Czy nie chciała by pani pozbyć się tego brudu? Czy nie jestem świadoma zagrożeń zdrowia? Czy nie lepiej żyć w czystości?)
Cały ten słowotok miał mnie powstrzymać od myślenia. I przekonać, że 11000 złotych z okładem za odkurzacz to rozsądna, normalna cena.
Kłopot tylko w tym, że ja też czytałam  "Wywieranie wpływu na ludzi" Caldiniego. Trochę poudawałam dyskusję, a potem podałam kilkanaście powodów, dla których nie kupię. Bo nie będę taniego chodnika z Ikea czyścić takim odkurzaczem,bo skoro c ałe umeblowanie mieszkania z dywanami, lampami i firankami kosztowało 16 000, to taki odkurzacz jest absurdem, bo wolę futro z norek niż odkurzacz, bo MAM doskonały odkurzacz. Bo obiektywy do Canona są ciekawszą inwestycją, bo sprzątanie to nie jest moje hobby, bo świetnie mi się żyje w umiarkowanym brudzie i nie mam uczulenia na roztocza, bo jeśli pył krzemowy byłby trujący, to byśmy umierali od wychodzenia na dwór a dzieci po zabawie w piaskownicy byłyby nie do odratowania, bo to absurdalna paskarska cena. W końcu sobie poszli. Do wyniesienia cud odkurzacza Kirby wezwali jeszcze jednego dzieciaka w poliestrowym ancugu, który znów zaczął, acz już bez przekonania indoktrynację. Pojawił się mój rozbawiony mąż.
Po co ich wpuściłaś? Zapytał
Bo raz chciałam zobaczyć takie przedstawienie. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
A potem wrzuciłam Kirby w Google. I naturalnie się okazało, ze można go nabyć za 2 600. Jeśli by ktoś koniecznie chciał mieć bardzo drogi, trudny do poskładania i regulacji odkurzacz z workiem na 9 kilo brudu.

czwartek, 12 lutego 2009, weisefrau
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/02/12 14:42:19
Codzienne lub co dwudniowe wpisy Gackowej to dla mnie ZA MALO! Skladam pozew, zazalenie i co sie da jeszcze, hrehrehreh ponad 11 tysiecy to nie za ODKURZACZ a za CZYSTOSC w domu, WYGODE i STYL ZYCIA (mam nadzieje, ze TO powiedzieli)...wizualizowalam cala scene, jak z lozy w najlepszym teatrze!
Ja mam Henry'ego i kocham go sercem szczerem...szanowny malzonek zaczal uzywac, wiec mi na licho bylo wiedziec jak zmieniac worki, znaczy gdzie drania otworzyc, zeby zmienic...az nastala sytuacja musowa i znam ja juz jego wnetrze (Henry'ego)
Oj, Gackowa, Gackowa pozalowac dziewczyninie wycieczki, toz to wstyd! a tak nawiasem to moj slubny tez pyta "po co wdalas sie w rozmowe?" (bo ja nie wpuszczam za prog, nasz wsciekly pies by rozszarpal goscia!, jakby uslyszal bo lekko gluchawy jest, ale przez telefon moge sie pobawic) i tez mu mowie - z ciekawosci ;)
wierna czytelniczka
-
2009/02/12 15:04:01
Oj Gackowa Gackowa - też nie chciałam Kirby lat temu z 10 za opcję 2000 zł, bo nawet bym się skusiła, gdyby nie to, że małym druczkiem podano ceny akcesoriów do tegoż arcydzieła. Zdecydowanie wolę to co mam. Udało mi się w ostatnim dniu zrezygnować. kierowałam się wtedy tzw dobrem dziecka - alergika. Dziecko przeżyło wszelkie napastliwe jady i mam nadzieję nie zrobiłam mu krzywdy brakiem sterylności w domu. Na moich posadzkach i podłogach najlepiej sprawdza się mop niebieski (podróba 11 zł), i szczotka mechaniczna z PRL o wdzięcznej nazwie "Agata", wyciąga wszelkie zwierzęce kłaki z dywanu. Odkurzacz posiadam.
-
2009/02/12 15:17:06
A ja nie mam siły na takie rzeczy... Na wszelkie próby mówię od razu "przepraszam, nie mam czasu"... Jestem bez serca, wiem. Ale kiedy ja naprawde nie mam czasu ...
Opowiesc przednia! :)
-
2009/02/12 15:29:48
Napomknęli o wygodzie i stylu, ja im na to że z gośćmi konwersuję o literaturze i sztuce a nie o odkurzaczach. A na zarzut, ze dywan brudny powiedziałam, ze talerze czyste, a z podłogi się nie je u mnie w domu. Taka byłam
Podła.
-
2009/02/12 15:30:06
Ania - na telefoniczne napady jest dobra metoda - w trakcie potopu mowy - powiedziec - najmocniej przepraszam, ale ja nie mam telefonu....autentycznie dziala - oglupia!
-
2009/02/12 15:45:35
A ja głupia nigdy się nie dałam namówić! No taką zabawę stracić ,to naprawdę trzeba mieć nierówno. Już się nie mogę doczekac jakiegoś telefonu z propozycją :))
Tylko najpierw wypróbuję motyw Opakowanej z brakiem telefonu.
Macie pomysły! Już mi do wieczora nikt humoru nie popsuje:))
-
2009/02/12 16:38:51
U Gackowej na blogu jestem codziennym gościem. Wpisy czytam po kilka razy. Jestem niepocieszona, jeśli danego dnia nic się nie pojawi. Na szczęście zdarza się to rzadko.
Do nas nikt nie przychodzi z odkurzaczami ani innymi urządzeniami. Za to dość często pojawiają się niby przedstawiciele Telekomunikacji, próbując naciągnąć na niby promocje. Zbywam ich krótko. Nie mam ochoty zapraszać ich do domu i wdawać się z nimi w dyskusje. Kilka dni temu przyszła młoda dziewczyna w obstawie dwóch rosłych facetów. Kiedy uzyskała ode mnie informację, że posiadam abonament w Telekomunikacji, stwierdziła, że chce mnie poinformować o nowej promocji. Nie zdążyła powiedzieć słowa więcej, bo wypaliłam: "Pięknie dziękuję". Na pytanie ogłupiałej dziewczyny: "Za co?", odpowiedziałam: "Za informację". Oczy zrobiły się jej jak złotówki, poruszała bezgłośnie ustami, nie wiedząc co powiedzieć. W końcu odwróciła się i odeszła, żegnana moim szerokim uśmiechem. To nie było pierwszy raz. Przyznaję bez bicia, że bywam wredna.
A na telefoniczne nagabywania mam inny sposób. Odpowiadam, że nie ma mnie w domu, wyjechałam i wrócę za miesiąc.
-
2009/02/12 17:40:39
Opakowana, dzięki za patent z telefonem. Szkoda, że poznałam go dopiero teraz. Wynosząc się z poprzedniego mieszkania porzuciliśmy stary numer telefonu, bo codziennie nagabywano nas a to pościelą wełnianą o cudownych właściwościach, a to promocją zdrowego fotela za 40 000 złotych a to jeszcze czymś innym. I naturalnie promocjami w TPSA, po których rachunek był jeszcze większy. Teraz mamy zastrzeżony numer w UPC i tyle nas widzieli.
-
2009/02/12 19:04:48
Ja mam inny sposób, pytanie: "ale dlaczego?" lub "ale po co?". Takie pytanie wytrąca dyskutanta z toku myśli, na początku stara się kulturalnie odpowiadać, ale gubi się po czwartym takim pytaniu. Sprawdzone.
-
2009/02/12 19:07:10
Moja krew! W zamierzchłych czasach PRL miałam w liceum wykłady na temat "kultury języka" ze stosowną książką, zawierającą min. przykładowe teksty reklam; jedna z nich, wyjątkowo kretyńska, weszła na stałe do języka moich koleżanek z klasy (obecnie mocno starszych pań). Oto ona, cytuję: "już po kilkakrotnym użyciu tego preparatu skóra staje się niesłychanie gładką i powiewną!" - do tej pory pytamy się czasem nawzajem o powiewność swojej skóry. Mnie, oprócz cytatu, pozostała odporność na bardzo nieraz wyrafinowane podstępy reklamowe w nowym ustroju, którą starałam się rozpowszechniać w rodzinie. Kiedy córka Gackowej, a moja wnuczka Misia w dzieciństwie oglądała z zachwytem reklamy telewizyjne, mówiłam jej, że reklamuje się bele co, bo jak coś jest dobre, to nie potrzebuje reklamy - reagowała na to oburzeniem. Ciekawa jestem, czy obecnie jako osoba dorosła i pracująca podchodzi do reklam z taką samą wiarą.
Jestem na emeryturze i oferenci drogich i nadzwyczajnych urządzeń mnie na szczęście nie nachodzą - czasem tylko jakieś telekomunikacje, którym słodko oświadczam "na mnie państwo nie zarobią", a na telefoniczne propozycje kuracji, sprzętu i pościeli antyreumatycznej odpowiadam grzecznie, że wszystko mam, łącznie ze zdrowiem.

Dla młodych blogowiczek wyjaśnienie: W PRL, krainie prawie nieustających braków, reklamowanie jakichś wyrobów budziło podejrzenia (na ogół słuszne), że chce się narodowi wcisnąć ciemnotę. Było właśnie tak, jak mówiłam Misi - produkty i wyroby smaczne i dobrze wykonane nie potrzebowały reklamy, reklamowano rzeczy, na które nikt nie miał chęci.
-
2009/02/12 19:48:26
Gackowa - my mamy teraz telefon zarejstrowany w jakims takim biurze, ktorym mozna telefonicznych domokrazcow postraszyc mowiac - prosze nie dzwonic, telefon jest zarejestro....i wtedy sie wylaczaja ;). I jakos sie urwalo, czasem pukaja do drzwi rozni...nasi jedni znajomi byli nachodzeni przez swiadkow Jehowy, byli grzeczni i u kresu wytrzymalosci, do czasu, kiedy jak s.J. zapukali do ich drzwi, znajomy wyszarpnal prawie drzwi z zawiasow i - majac stosowne walory urody (czerniawy, diaboliczny ;P) - zawolal z przeogromnym usmiechem zanim oni cokolwiek powiedzieli - PROSZE, PROSZE DO SRODKA.. Zawlokl ich na sile do salonu, oni cos tam bakali (bonkali) i uciekli. Na zawsze. Nie wiem czy na dziewczynine i Araba by zadzialalo.....
-
2009/02/12 19:53:08
Dlaczego wpuściłaś ich do swojego domu? Bo warto było zobaczyć rozbawione spojrzenie pana małżonka w dzisiejszych, jakże ponurych czasach!
-
2009/02/12 22:48:54
U nas w zeszłym roku też byli z jakąś machiną przypominającą odkurzacz,a raczej był solo pan Krzysiek-tak kazał do siebie mówic.Urządzenie nazywało się Robocop i robiło dużo różnych rzeczy-odkurzało,prało,filtrowało i cuda niewidy inne wyczyniało.Najpierw pan nieco zgłupiał,gdy po najonizowaniu powietrza,nawilżeniu zaczęłam pokasływac,zapytał pan cóz mi sie stało.Ja na to ,że alergikiem jestem i nie moge przebywac w wilgotnych pomieszczeniach,później juz zupełnie oklapł,gdy Mąż pokazał mu jego cudowna sztuczke z brudnymi kółkami na naszym "zwykłym" odkurzaczu..do dzis pusty śmiech mnie ogarnia,gdy przypomne sobie jego minę!Korzyść odniosło dziecko,bo pan pozwolił mu wykapać się na macie ozonowej położonej w wannie,podobało się.W tym roku jeszcze nie dzwonili,no i mata odpada bo nie mam juz wanny..
-
2009/02/13 15:16:38
ja mam spokój domokrążców skutecznie odstrasza piesek przy bramie który jak by mógł to by zjadł , z telefonu zrezygnowaliśmy stacjonarnego w dobie tel komórkowych i tak płaciłam tylko abonament ale propozycje prezentacji były telefoniczne na babcię męża ale na pytanie o nią odpowiedź była jedna ta pani nie żyje i rozmowa się kończyła
pozdrawiam
-
2009/02/13 22:18:07
Kochana, na Twoim przykładzie będą takich "wciskaczy i wyciskaczy" uczyć odporności psychicznej :))) Ja raz jedyny dałam się zrobić jak dziecko, zawsze skutecznie wypychałam z domu takich "naciągaczy", ale raz jakiejś pomroczności dostałam, albo gość był za przystojny... szlag wie? Kupiłam, za grosze na szczęście, detektor gazu. Mąż z domu na pięć minut wyszedł, a ja w tym czasie cyk i detektor kupiłam, tak o! Mina mojego Roberta.... nieocenione wrażenia.... zostawił żonę na moment samą, a ta pyk i podpisuje umowę na dostarczenie detektora gazu do samego domciu.... do dziś nie wiem czy ten facet takie feromony produkował czy kie licho? wystarczy powiedzieć, że cały boży dzień chodziałm z pięknym napisem na czole, napisanym markerem "DETEKTOR GAZU", bo nie mogłam uwierzyć, że tak się dałam zamotać. Sama kazałam go sobie napisać, żeby go dobrze widzieć jak do lustra spojrzę ;DDD
-
2009/02/15 10:34:17
Kilkanaście lat temu moja koleżanka zwołała pospolite ruszeniu w celu obejrzenia prezentacji mopów (hihi) i innych takich. Dawne czasy to były, więc jeszcze ludzkość dawała się nabierać. Głównym "atutem" prezentacji miała być "ekologia", cuda owe mianowicie czyściły wszelakie powierzchnie bez -żadnych detergentów!!!-. Pan obleciał ze ścierką wszystkie dostępne w pomieszczeniu powierzchnie, nieco zawstydzając koleżankę ;-). Po czym okazało sie , ze jednak tak całkiem bez mało ekologicznych dodatków się nie da bo owe cuda należy uprać w detergencie. Nabijałyśmy się z pana nieco zapraszając do naszych "niedosprzątanych" mieszkań, ale dopiero cena cudowności zwaliła nas z nóg hihi, mianowicie jedna ściereczka wielkosci chustki do nosa kosztowała tyle, ze mogłybyśmy sobie spokojnie nabyć szmat na całoroczne codzienne sprzątanie całego mieszkania. Na prezentację "garnków na całe zycie" juz nie poszłam. Pomyślałam sobie - a na cóż ci kobieto jeden garnek na całe życie ?- . Jedna taka dala sie nabrać i okazało się , że faktycznie na prawie całe życie to były raty do spłacania bo koszt całożyciowych garnków był bardzo bolesny hihi.
-
2009/02/15 13:50:52
Chyba nawet nie chciałabym oglądać występu Araba z odkurzaczem w swoim domu - szkoda mi czasu, ale przede wszystkim moich nerwów. Nie lubię być traktowana jak kretynka i jeszcze w trakcie takiego występu mogłabym nie wytrzymać... aż strach pomyśleć, czym to by się mogło skończyć.
Na wszelkie propozycje bezpośrednie (wymiana drzwi, okien) odpalam: "nie stać mnie", a ten słowotok telefoniczny przerywam niegrzecznie: "nie skorzystam", "nie jestem zainteresowana" lub po prostu odkładam słuchawkę bez żadnego słowa.
Najbardziej wkurza mnie pytanie na początku: "czy rozmawiam z Panią Iksińską?" - w końcu nie zawsze wiadomo, kto dzwoni i w jakiej sprawie.
Początkowo głupio pytałam skąd Pani ma mój numer, ale szybko przestałam i odpowiadam pytaniem na pytanie: "a Pani kim jest?".
Niestety, większość z nas, pamiętających dobrze "uroki PRL-u nie potrafi skutecznie opierać się tym telefonicznym "okazjom". Może to pozostałość z tamtych czasów, kiedy telefon był luksusem.
Pozdrawiam serdecznie
-
2009/02/15 20:53:13
Frezja - ja jeszzce mam rozpracowana inna odpowiedz na nowe okna/drzwi/werandy/kuchnie/sypialnie - a to pech! Wlasnie mielismy wymieniane, no ze 3 miesiace temu! jaka szkoda!
Temat w ogole piekny, nie to zebym ptaszkow nie lubila! Ja dokarmiam glownie wrobelki i kosy...jak raz u nad spadl snieg duzy i cale towarzystwo siedzialo na plotku w szoku to im nakruszylam chleba i zoltego era...az ktores z sasiadow grzecznie zapytalo czym ptaszkom z tego zrobiam grzaneczki i czy podalam cieple ;P za to te okruchy chlebowo-serowe podalam na eleganckiej tacy pod drzewem ;). Na slonince sie w ogole za to nie znaja!
-
2013/01/05 12:20:54
Znajomość sposobów jakie wykorzystują takie osoby jest cenna. Ci ludzie nie są jednak bezdusznymi manipulatorami - chcą dokonać sprzedaży. W końcu to jest ich biznes, prawda?
-
Gość: smoczek, hlz101.internetdsl.tpnet.pl
2013/03/25 19:48:09
Johnnie Walker.
Witajcie! A u mnie byli ludzie od whiski Johnny Walker . Gruby Rumun w kapeluszu i swetrze i chudy cygan petrykający fotki gościom. nalali dwa komplety whisky, potem rumun nalewał nam wody palcem - ubaw!- potem opowiadał bajki że to dobre, w końcu sytał, kto chce jeszcze u siebie taką wizytę? przykre ale nikt już nie chciał