Rozmaite Gackowej przypadki.
Blog > Komentarze do wpisu

DMC i rodzime rękodzieło

Bawiłyśmy się z Ewcią doskonale. Po kolacji wypiłyśmy parę piw, więc bezsenność nam nie dokuczała, na wystawę dotarłyśmy na czas, akurat żeby spotkać się z Małgosią, która miała niewiele czasu i zaraz znikła. Haftujące panie rozsiadły się w tej samej co zawsze kawiarence i miały jak zwykle o czym rozmawiać. Właścicielka kawiarenki chyba miała trochę za złe, bo utarg z nas był niewielki, za to fotele i stoliki zajęte były długo.
Wystawa - no cóż, jak zwykle to co wystawiano nie miało większego związku z tym co sprzedawano. Było sporo zestawów DMC i Lanarte w ofercie, ale za takie ceny, że piractwo długo się będzie dobrze miało.
W zafoliowanych koszulkach w ogromnym skoroszycie mogłam sobie obejrzeć rozmaite przepiękne lny produkcji DMC. Tylko obejrzeć. Jak zechcę je kupić, to mogę pisać na Berdyczów - czyli w rynnę i o parapet. Młody człowiek z przedstawicielstwa DMC wyjaśnił mi jaki jest problem. Otóż aby te lny (oraz nici do haftu w 30 gatunkach, jedwabie, tasiemki do koronek, ciekawe zestawy do haftu i inne produkowane przez firmę dobra) były w ofercie sklepów pasmanteryjnych, to przedstawiciel musi je od firmy kupić. A żeby je kupić, musi mieć - tu pojawiło się fatalne słówko - pieniążki. Dowcip polega na tym, ze przedstawiciel nie ma tylu pieniążków. Pewnie dlatego, że pieniążków nie mają również polskie hafciarki i podmieniają mulinę DMC Ariadną i chińskimi nićmi. Pan mi zasugerował sprowadzanie przez pasmanterię Pasja dóbr które mnie interesują. Pasmanteria Pasja będzie działać jeszcze 2 dni, co potem to nie wiadomo, a na sprowadzenie mało popularnych zestawów czeka się miesiącami. I co?
I nic. Nie popłaczę się z tego powodu. Haftowałam dawniej na polskim lnie i mogę dalej to robić.  Mam taką wprawę, że lekko nierówne nitki wątku i osnowy umiem zatuszować. Haftować można wszystkim, nawet słomą i nićmi do szycia. Nic mnie przed tym nie powstrzyma. Zrobiłam sobie zatem zdjęcia w dużej rozdzielczości interesujących mnie samplerów i po powiększeniu zdjęć można wręcz haftować z ekranu.
W Pasji jak zwykle był straszny ogon do kasy, więc ją zlekceważyłam. Pod ręką mam sklep brzydszy, ale lepiej w hafciarskie utensylia zaopatrzony. Mam kartę Visa i za pomocą usługi Pay Pal mogę sobie sprowadzić z jakiegokolwiek miejsca w Europie co chcę. Albo z E-Bay. Albo poprzez sklep ramydohaftu.pl. Bez DMC można żyć.
Niech przedstawiciel sprowadza tylko mulinę i trochę kordonku. Niech się mu dobrze wiedzie. Bo został na rynku sam. Anchor jak widać z naszych sklepów znikł, ktoś go ponoć wykupił, zwolnił ludzi i tyleśmy Anchora widziały.
Na wystawie haftów najpiękniejsze były samplery, obrazki ogródków robione rozmaitymi ściegami i bielizna stołowa coraz częściej zdobiona haftem płaskim, a nie tylko krzyżykami.
Złośliwy mój chichot wywołał pewien kotek w kwiatkach, lisek w makach, tandetne poduszki haftowane grubaśna, dziwną włóczką, Audrey Hepburn jak żywa, za to z obciętą u góry głową i nieśmiertelna Mauretanka w kucki na podmalowanym tle. Z niezrozumiałych przyczyn ten obrazek cieszy się ogromna popularnością. Haftowane obrazki widać tak już mają, że co do jednego mogłyby wisieć na wystawie kiczu. Nie było za to termosu chińskiego w rozmiarze ponad naturalnym w dwóch wersjach kolorystycznych - swego czasu popłakałyśmy się nad nim ze śmiechu z Kankanką. Ewcia jako kit największy wskazała obrazek z Dzwoneczkami, pognieciony i dość ordynarny. Zamilczymy taktownie o jakimś kocim dziecku powieszonym do  góry nogami, wskutek czego przypominało hienę.

niedziela, 05 kwietnia 2009, weisefrau

Polecane wpisy

  • Finito

    Koniec i bomba, kto czytał ten trąba. Mam dość Bloxa i się stąd wynoszę. Będzie mi brakowało tego szopa z nagłówka. Od sierpnia zapraszam tu , jeślikto ma ochot

  • O sztuce umiaru

    Ha, chyba się w edytorze blogowym coś zepsuło, takim go jeszcze nie widziałam. Spróbujemy. Czemu ludzie byli kiedyś chudzi, a teraz są grubi? Może nie wszyscy,

  • Ładne i... takie sobie

    Trzeba zebrać troszkę fotek do artystycznych kombinacji zimowych. Teraz kwiatki są, a za kilka miesięcy nie będzie. Zatem malutka Leica do kieszeni i polowanie

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/04/05 16:30:25
Znaczy fajnie bylo ;PPPPP
a ja bylam na tym moim kiermaszu i - tradycyjnie - JUZ WIECEJ NIE POJDZIEMY! SZKODA KASY...nie bylo ani jednego stoiska z wloczka poza jakimis podejrzanymi karylami i takimi wlochatymi wloczkami...za to nadmaur babc z lokciami i butami z zelazobetonu. I uzywaly ich przy stoiskach krzyzykowych...byl tez nadmiar bab, co staly na srodku przejscia i gadaly niemrawo...nadmiar bab z wypiekami przy stoiskach papierowych (owszem oferty byly smakowie - jeden stragan mial rzeczy po funcie tylko, a w normalnym sklepie sa to rzeczy i 3 i 4 razy drozsze. kolejka do placenia tam byla straszliwa (kojarzy sie z polska poczta badz apteka). I kilka straganow patchworkowych. No to zostawilam tam troche kasy i w nawyk mi weszlo, ze jak kupuje dwie pary butow to prosze o rabat, wiec jak kupuje 20 cwiartek jardu szmaty to sobie zycze rabat za hurt...no to dostalam pol metra w prezencie ;))
w guzikach zostawilam 14 funtow a odeszlamze lzami w oczach i malutenka torebka guzikow.
No i wyszlam bez PIENIAZKOW (tak nota bene - ten pan od pieniazkow byl dorosly???).
Masz racje co do kupowania GDZIE sie chce...jeszcze pare lat temu paypal byl nieznany/nieuzywany w PL, ale teraz? Teraz wszystko mozna! ja najczesciej chodze na te kiermasze, bo jednak mam nadzieje kupic cos taniej (razdko) i pomacac i obwachac rozne wloczki i ustrojstwa wlasnymi oczami. zapisuje co widzialam i co mi w oko wpadlo i pozniej szukam po necie wlasciwej dla mnie oferty. Czego i Tobie zycze!
-
kankanka
2009/04/05 18:07:01
No to już wszystko wiem, jakbym tam osobiście była. Dzięki za relacje, kota za potrzebą w kwiatach z doszytą inną ręką przez chirurga wypatrzyłam już na multiply u Ewci, kto to kupił? A może to kara jakaś była?
Pocieszające, ze nie tylko ja nad nim kwiczałam ze śmiechu.
-
2009/04/06 08:28:53
Gackowa się uniosła. Świetny opis! Mnie jest nieustannie smutno, że w Polsce nie opłaca się otworzyć porządnego sklepu z "Kraftem" ;-) Może nie warto było być na wystawie, ale na spotkaniu hafciarek na pewno warto.