Rozmaite Gackowej przypadki.
Blog > Komentarze do wpisu

Faza na krojenie

Napomykałam tu już o górze szmat przeznaczonych na sukienki. Szmaty leżały i cichutko czekały. Burdy stały i czekały.
I przyszła faza na szycie. To znaczy jeszcze nie na szycie, dziś było KROJENIE.
Rano odwiedziłyśmy z Kretką klinikę, dostała ostatni antybiotyk i zastrzyk przeciwbólowy bez proszenia. Dobra pani doktor Anna Jurka tylko spojrzała na psa i wiedziała, że boli. Opuchniętą nogę po stronie wyciętego cycka mamy masować, układać psa na plecach żeby obrzęk mógł zejść,po jakimś czasie powinny obrzęki ustąpić. Przy takiej operacji bardzo trudno jest nie uszkodzić naczyń limfatycznych. No i mamy więcej spacerować.
Kretka zachowuje się jak malutkie dziecko, pochodzi, poje, posiusia a potem prosi, żeby ją nogą do góry zapakować do łóżeczka. Mowy nie ma o jakimś nieobyczajnym rozrabianiu i skakaniu. Bajek jej czytać nie trzeba.
No i jak sobie tak zasnęła, to się wzięłam za krojenie.

Sukienka nr 1.: dżersej bawełniano - lycrowy, podniesiony stan, fałdka na pasku. Przy krojeniu trzeba było omijać dziury.  Skroiłam rękawy dłuższe niż Burda proponowała. Łapy jak bochny trzeba schować.
Sukienka nr 2: bawełniany kreton w angielską, szaleńczą łączkę, linia A z pięcioma godetami. Z durnowatego, grzecznego dekolciku pod szyję zrobiłam dekolt głęboki, z biglem, a mankieciki z trokami sobie darowałam. Żadnych marszczeń w tym rejonie.
Sukienka nr 3: turkusowe, grube bawełniane płótno w cieniutki prążek. Będzie z tego dopasowana tuba bez rękawów z głębokim dekoltem V. Będzie, jak dokupię czegoś na odszycie podkroju pach i dekoltu. Tkaniny starczyło tylko na wierzch. Chyba że resztki z krojenia posztukuję.
A w szafie czekają jeszcze: kupon koralowej bawełny, 2 jedwabne sari 6 metrów długie, szafirowy ryps z koordynatem z poliestru w indyjskie, tkane wzory i jedwabna perłowo-różowa tafta. Coś mi się paski w dżinsach strasznie w brzuszysko wżynają. I z profilu widać, że najpierw idzie brzuch, a za nim ja. W sukienkach to się tak w oczy nie rzuca. Faza na wygodę nastała.
Jutro sobie wszystko podprasuję flizeliną i otwieramy szwalnię!


To ja z Misią w obiektywie Męża nr 1. Dzięki naturalizmowi zdjęcia widać mankamenty do ukrycia za pomocą nowych szat! Mąż nr 1 dołożył wszelkich starań, żeby wszystko było doskonale widoczne. I jest.
niedziela, 19 kwietnia 2009, weisefrau

Polecane wpisy

  • Finito

    Koniec i bomba, kto czytał ten trąba. Mam dość Bloxa i się stąd wynoszę. Będzie mi brakowało tego szopa z nagłówka. Od sierpnia zapraszam tu , jeślikto ma ochot

  • O sztuce umiaru

    Ha, chyba się w edytorze blogowym coś zepsuło, takim go jeszcze nie widziałam. Spróbujemy. Czemu ludzie byli kiedyś chudzi, a teraz są grubi? Może nie wszyscy,

  • Ładne i... takie sobie

    Trzeba zebrać troszkę fotek do artystycznych kombinacji zimowych. Teraz kwiatki są, a za kilka miesięcy nie będzie. Zatem malutka Leica do kieszeni i polowanie

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
brahdelt
2009/04/19 18:49:28
Po tym opisie nie mogę się doczekać efektów końcowych! *^v^*
-
kankanka
2009/04/19 19:14:17
A jakieś foty?
Super sprawa szycie sukienek!
Dobrze, ze Kreci lepiej!
-
kankanka
2009/04/19 19:50:58
Zdjęcie jest tendencyjne. Znam i widziałam na żywca Agatę i muszę przyznać, że trzeba się bardzo starać, aby zrobić takie ujęcie.
Dobrze, ze Agata ma wyjątkowe poczucie humoru :)))))))
-
2009/04/19 20:03:06
E tam! - każdy widzi, co chce - ja widze, że fajnie sobie gadacie z Misią w swodobnych pozach w warunkach domowych.
Czekam na kolejną relację z pracowni krawieckiej.
Pozdrowienia
-
2009/04/19 22:05:32
Dla mnie to zdjęcie wygląda jak kadr z filmu dokumentalnego.
Ja poproszę o zdjęcie tych materiałów - skrojonych i całych, bo zapowiadają się niezwykle ciekawie (hmhm szczególnie ten jedwab mnie zainteresował).
Pozdrawiam cieplutko i mam nadzieję, że jeszcze się kiedyś spotkamy, może przy następnej wystawie?
-
2009/04/20 09:42:28
99.9% zdjec mnie to cos, na co patrze i z krzykiem uciekam. Osoby ogladajace dziwia sie reakcji, ale ja tam swoje wiem, wiec w sumie niewazne, co my powiemy ;))
ja zem krawcowa z musu od dziecinstwa, podobaja mi sie opisy zmian, co je bedziesz uskuteczniac vis a vis wykrojow ;)) zdjecia jakie beda tych szmat i szat przed i po? (mnie to intryguje szczegolnie to plotno, co bedzie miec inne wykonczenia wewnetrzne). Jakby sie kto czepial to szmata to szata przed wykonaniem ;)))) Ja sie w sumie nauczylam szyc na zasadzie przerobek - wujek z Anglii przysylal paczki i nic na mnie nie pasowalo, bo ja najmniejsza w rodzinie (bylam, rhehre). Jak nie pasowalo to bylo rownie dobre, jak schrzaniona przerobka (robiona temy rencyma)...wiec z zcasem sie ulepszalam, az dozylam zawrotnych wysokosci kunsztu poprzez kupowanie resztek materialu (Wroclaw, ul. Kollataja, kolo liceum plastycznego, jest jeszcze? czy teraz bank/pizzeria czy cos??). I tak w sumie juz przez reszte zycia. Kompletna niewymiarowosc mam po Mamie, ktora miala jeden wykroj na spodnice i zakiet/gore garsonkowa - przetestowane i sprawdzone i szyte latami z tej samej formy. Polecam to podejscie, bo Mama wyczarowywala stroj za kazdym razem inny - poprzez inny material i inne wykonczenia - tez do tego dochodzila matematyczna metoda kolejnych przyblizen, ale wychodzily jej naprawde fajne rzeczy!
-
2009/04/20 10:17:57
coraz mocniej kiełkuje we mnie chęć do szycia. na razie zazdroszczę i czekam na zdjęcia efektów.
a zdjęcie? - chyba wystarczy tylko uśmiech i jakiegoś ogórka na oczy położyć - żeby zatuszować długie chwile haftowania :)
-
2009/04/20 12:17:38
Agata a ja na tym zdjęciu papierosy widzę,a miałaś je rzucić,!!!
-
kankanka
2009/04/20 19:19:46
Kołłątaja się trzyma, len tam mają we wszystkich kolorach. Z resztek dużo pościelówek. A metoda na jeden wykrój jest najlepsza, wszystko można sobie zmienić jeśli ma się jeden dobry wykrój. Tą metodę i ja stosuję, burdy mają trzy wykroje na krzyż, a ile nowego potrafią pokazać. Wystarczy przeanalizować arkusz wykrojów - i wszystko jasne!
-
2009/04/20 20:48:08
kankanka - strasznie sie ciesze, ze sklep na Kollataja dalej jest..to graniczy chyba z cudem. Ja tam chadzalam we wczesnych latach 70tych wlasnie w ramach nauki szycia. lny...rozmarzylam sie.
Masz racje z ta Burda...w sumie z niej tez sie nauczylam szyc, choc na mnie (WTEDY) malo bylo szmat tak m/w w sam raz, bo rozmairu bylam wtedy ok 34.....hahaha - to odglos jak sobie o tym pomysle ;)))
Teraz pytanie - da Gackowa zdjecia kreacji dobrowolnie czy mamy medzic (mendzic)!!??? hehe
-
majself
2009/04/21 15:39:10
W normalnych warunkach bym zazdrościła takiego zrywu szyciowego - jednak po spędzaniu drugiego tygodnia na wyszywaniu, obrębianiu i nawlekaniu koralików na dwa stroje do tańca mam chęć tylko podziwiać. Z całego serca.

Chociaż Ty pewnie masz maszynę, więc to, co ja ręcznie dziubdziam, szybciej idzie :-)

A zdjęcie mi się podoba - takie z życia wzięte. I to lodówsko w tle..!
-
2009/04/23 14:17:20
hm, te niektóre męże to tak mają jak fotografują obiekt pt. "żona", przez całe 29 lat małżeństwa nie doczekałam się ani jednej fotki , na której wyglądałabym mniej więcej jak normalna osoba hihi. Kiedyś jak powyciągałam te "dzieła" to mój rodzony ojciec ledwo zdążył dolecieć do toalety ze śmiechu, a reszta towarzystwa popłakała się ze śmiechu. Ze sklepu na Kołłątaja też korzystałam i jak będę odwiedzać krewnych i znajomych na pewno tam zajrzę :-)). I czekam na gotowe sukienki z niecierpliwością.