Rozmaite Gackowej przypadki.
poniedziałek, 31 stycznia 2011
Starsza, okutana grubo kobieta niepewnie szła po oblodzonym chodniku. Aza i Mikuś, jej dwa kundelki biegły przodem. Znały trasę spaceru, pokonywały ją od lat. Obwąchały stojaki koszy na śmiecie, latarnie, posiusiały tu i tam. Nie oddalały się od swojej pani.
Kobieta czasem gwizdała na psiaki. Aza, posiwiała już nieco i trochę sterana życiem pobiegła bokiem obok płotu. Mały Mikuś z łapą przetrąconą w dawnej potyczce trzymał się bliżej pani.
Na ich stałej trasie jakiś czas temu pojawił się płot z furtką. Nic im to nie przeszkadzało, bo furtka była stale otwarta, a ścieżka była jedyną odśnieżoną dróżką w okolicy prowadzącą na psi wybieg.
Dziś przy furtce spotkali mężczyznę w waciaku i walonkach montującego na furtce tabliczkę z przekreślonym wizerunkiem owczarka niemieckiego. Psom Wstęp Surowo Wzbroniony - głosiła.
Kobieta rozejrzała się, gwizdnęła na psy i powiedziała:
- Chodźcie dookoła, czytać nie umiecie?
Aza i Mikuś spojrzeli na siebie, trącili się nosami jak to psy mają w zwyczaju i rozejrzały się dookoła. Poza mężczyzną montującym tabliczkę wokoło nie było żywej duszy.
Kobieta odwróciła się i zaczęła iść w inną stronę. Aza kiwnęła łbem, Mikuś burknął. Umieli czytać intencje swojej Pani.
Bezszelestnie i w mgnieniu oka z czarnego, posiwiałego karku Azy wyrosło siedem głów i para ogromnych skrzydeł, jej ogon zamienił się w długi, wężowy, pokryty łuską kształt zakończony złocistą strzałą a na łapach wyrosły potężne szpony. Błyskawicznie pożarła i mężczyznę ze śrubokrętem i tabliczkę już prawie przytwierdzoną do furtki.
Mikuś, który wyglądał teraz jak skrzyżowanie lwa  z orłem, czyli jak tradycyjny gryf z bajki pobiegł za kobietą.
-Już możemy iść, powiedział.
Kobieta westchnęła:
-Nie mogliście się zamienić w dzieciaki? To teren szkoły.
O Pani, rzekli, nie pamiętasz, że zamienianie się w człowieka jest nam Surowo Wzbronione?
A skoro tabliczki na furtce już nie było, smok znów był Azą a gryf Mikusiem i już nie umieli mówić. I poszli sobie razem stałą trasą na psi wybieg.



sobota, 29 stycznia 2011
No to sobie poćwiczyłam warkocze na drutach. 
Kretkowy sweterek, noszony od niedawna jest już podarty na brzuchu i rozwleczony. Przetrwa do końca zimy, ale musi mieć zmiennika, bo ubieranie psa w południe w zamoczony na porannym spacerze kabacik sensu nie ma.
Wzór z Ravelry, darmowy naturalnie, wełna norweska z lumpeksu w kolorze najmodniejszym ostatnio, krótki okrągły drut oraz drut do warkoczy pozwoliły mi zrobić to:

Drut do warkoczy porzuciłam po drugim rzędzie warkoczy, bo mi przeszkadzał i robiłam te wełniane zawijasy bez pomocy, na dwóch drutach też się da. Ewcia i Kankanka też tak robią. 
Wełna była gruba, mięsista, to i sweterek wyszedł jak pancerz. Jak się rozwlecze to chyba dostanie go najwyżej jakiś większy pies. Misia i moja kuma widząc to warkoczowe cudo napomknęły, że też takie chcą, ale mnie się chyba nie będzie chciało, to strasznie mozolna dłubanina. Dla mnie takie modele się nie nadają. Będę w tym jako antałek wyglądać. Zostają ażury, brokaty i dobry stary ścieg pończoszniczy. No chyba, że na jakiejś skarpetce drobny warkoczyk dla uroku.
Dla ciekawych konstrukcji widok od pleców i od brzuszka:





Do licha z tym marnym światłem, sweterek jest ciemno szary.
A ponieważ wełna wyrobiła się niemal do końca zamiast rękawków ze ściągacza dziury na łapy zostały obszydełkowane półsłupkami nawijanymi. I wyszła cała szara wełna i więcej takiej już nie mam.

Dla ciekawych forma kubraczka przypomina robiony na okrągłym drucie od dołu rękaw, część oczek pod brzuszkiem się zamyka a resztę wyrabia się jak normalny , wszywany rękaw z główką. 
Dlaczego nigdy nie robiłam tak rękawów, przecież tego nie trzeba zeszywać!
piątek, 28 stycznia 2011
O papierowych lalkach powiedziała mi mama. W czasie okupacji, kiedy sama była małą dziewczynką a do zabawy miała tego kadłubka z poprzedniego posta wycinała sobie z gazet obrazki modelek w pięknych sukniach. Miałam nożyczki i umiałam wycinać. Tyle, że nie miałam z czego wycinać. W domu nie było żurnali mód. Ciotka krawcowa, na pomysł, że miałabym pociąć jej cenne, przemycane Burdy o mało nie zemdlała. Byłam w desperacji. Nie dysponowałam żadną gotówką na żurnale. Miałam może 8 lat?
W kiosku ruchu na Hożej, tym po schodkach dostrzegłam zeszyt wycinanek z lalkami do ubierania. Na okładce lalka w bieliźnie, a w środku kilka ubranek. Cena: 5 zł.
Prosiłam wszystkich, żeby mi to kupili. Nikt nie chciał. Posunęłam się do oszustwa i nakłamałam mamie, że dostałam tak dużo piątek w szkole, że mi się ta wycinanka należy. Bawiłam się nią doskonale ze dwa tygodnie, kiedy nadeszła wywiadówka. Kara za oszustwo była straszna, mama nie odzywała się do mnie chyba tydzień. Nie widziała mnie i traktowała jak powietrze. Było mi przykro, ale skruchy szczególnej nie czułam. Pytałam się siebie w duchu, co by było, gdyby pod ręką nie było dziadka i babci do wychowywania mnie, jak mama była obrażona?
Potrenowałam trochę i nauczyłam się za pomocą noża opróżniać moja glinianą skarbonkę świnkę. Takie wpadki były mi nie na rękę.
Mama też chyba wysnuła jakieś wnioski z tej historii i przyznała mi po jakimś czasie mizerne kieszonkowe.
Ale nim to zrobiła przyniosła mi z rosyjskiej księgarni Super lalkę wycinankę. Zeszyt był gruby, papier twardy, alka tekturowa i miała tyle ubrań i akcesoriów, że wycinanie zajęło mi z 10 dni! babcia dodała do tego skarbu pudełko po czekoladkach i gumkę, żebym tego wszystkiego nie pogubiła. Ruska lalka przetrwała długo, aż jej się głowa nie oddarła i żadne podklejanie już nie pomogło. Potem maniacko sama rysowałam takie ubierane lalki.
Mam na koncie również całkiem sporo szmacianek robionych dla różnych dzieci. Synek przyjaciółki przeszkadzający nam w przygotowaniach do sesji dostał lalusia płci męskiej anatomicznie prawidłowego, według wykroju z Burdy. Misi uszyłam jedną Ragedy Ann, bo zachwyciły mnie rysy twarzy tej lalki i łatwość jej wykonania.
Dwa niedźwiadki z niebieskiego futerka zostały ochrzczone przez moją mamę Kaczyńskimi, bo jak siedziały na kanapie obok siebie takie grube, krótkonogie i wąsate to nie było innego wyjścia. Kiedy jeden w lekarskiej poczekalni podstępnie zmienił właściciela musiałam uszyć replikę. Z dziadkowego filcowego kapelusza powstał królik według wykroju podarowanego mi przez doktor Wisłocką. Królik I pojechał pociągiem do Zakopanego, kiedy my wysiedliśmy w Nowym Targu. Znów szyłam replikę. Królik II chyba ma się dobrze, podobnie jak Kaczyński II.
A teraz przede mną otwiera się świat Tild, grubych i chudych, świat ręcznie szytych jedwabnych kombinacji, lalkowe pantoflarstwo, robienie wykrojów na pannę 40 cm z dużym biustem i na dziewusię ze szmacianym ciałkiem. Nareszcie się nabawię.

PS. Nie ma zdjęć, bo archiwum nijakimi nie dysponuje.
12:56, weisefrau , Lalki
Link Komentarze (9) »
wtorek, 25 stycznia 2011
Bardzo, bardzo lubię lalki.
W dzieciństwie nie miałam ich wiele, żadna z nich naprawdę mi się nie podobała, ale bawiłam się nimi zawzięcie. Wypchaną trocinami Kasiorę z bardzo długimi nogami zamęczyłam do utraty trocin. Skończyła jako pół pusta lalka działkowa. Małą, winylową Anielę przywiezioną przez mamę z Węgier zniszczyłam ciągłym kąpaniem, robieniem jej zastrzyków długopisem i trenowaniem na niej innych medycznych zabiegów. Na celuloidowych , paskudnych lalach z ciałem niemowlęcia i głową staruszki długopis się nie trzymał, więc przetrwały dłużej. Były naprawdę straszne. Gdyby nie szyta przez babcię lalkowa garderoba nie miały by żadnych zalet. Mama nazywała je wdzięcznie bołdami albo marmuzelami. Jej niechęć do lalek była tak wyraźna, że dość wcześnie zaczęłam się wstydzić mojej słabości. Dopiero kiedy lalczyny szał zabawy osiągnął maksimum, czyli tuż przed jego końcem nagle oboje rodzice obdarowali mnie na raz lalkami. Ojciec wielką niemiecką, nowoczesną Elzą, a mama elegancką chińską lalką całą w prawdziwych jedwabiach. Maminy prezent był poparty całą torbą lalczynych ubrań babcinej produkcji. Tę lalkę mam do dziś. Naturalnie saute. Jej oryginalna fryzura, cienki warkoczyk i grzywka z moheru dość szybko się zniszczyła, ale na szczęście plastikowy czerep pokryty był czarną, filcową czapeczką, do której dokleiłam włosy z jakiejś peruki.


Ten goły, beznogi kadłubek to jedyna lalka mojej mamy po nieudanych zabiegach naprawiania i malowania w klinice lalek, w latach sześćdziesiątych, w Warszawie na ul. Wilczej. Boże broń, przed takimi lalkowymi klinikami.

W czasach studenckich kupiłam sobie prześliczną lalkę szmaciankę w Czeskim Ośrodku. To był majstersztyk. Niestety, na jakimś spacerze malutka Misia wypuściła ją z łapki. Znikła z ulicy w mgnieniu oka. Tak pięknej lalki - szmacianki nigdy już nie widziałam.
Będąc w ciąży dostałam na gwiazdkę od męża nr 1 Fleurkę z złotym ubraniu. Wydawała mi się tak piękna, że ojej i aż dech zapierała. Gdy dziś widzę jej zdjęcia na lalkowych blogach nie budzi we mnie żadnych emocji. Skończyła jako lala Misi. Nie miałam serca zakazać dziecku bawienia się moimi lalkami, ponadto wstyd, że to moja lalka wciąż we mnie siedział. Naprawdę nie mieliśmy pieniędzy na kupowanie lalek Misi i mnie.
Barbie zadziwiała mnie możliwościami, ale dość prędko przestałam lubić lalki tego typu. Szczególnie okropnie wyglądały, gdy Pestka, nasza terierka pożerała im nogi i ręce. Nie miałam do nich serca. I ta ich wszechobecność...
Kolejną lalkę, tym razem tylko moją kupiłam sobie po dłuuuugim oszczędzaniu. Porcelanowa Ania z Zielonego Wzgórza w bardzo drogim sklepie zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Siedzi tu ze mną do dziś w wypłowiałym, oryginalnym ubraniu. Pora je chyba już zrekonstruować.


Włosy Ani - naklejona na porcelanę peruka są w zadziwiająco dobrym stanie, nic dziwnego, zawsze miała zaplecione warkocze i dziecko się nią nie bawiło. 
Potem nastąpił wysyp porcelanowych lal, zgromadziła ich Misia chyba ze 40, rozdałyśmy je rożnym ludziom, bo nie budziły już emocji, a miejsca zabierały mnóstwo i kurzyły się bardzo. Została Ania i jakieś jeszcze dwie ulubione. 
Kiedy byłam mamą, nauczycielką, gospodynią pełnego ludzi domu na lalki nie miałam ani czasu, ani pieniędzy. No i ten wstyd, te bołdy, te marmuzele ciągle mi w głowie siedziały. Teraz też mam wrażenie że przyznaję się do czegoś tak zbereźnego jak zjadanie niemowląt na śniadanie albo ujawnienie skłonności homoseksualnych. Bo jak to, dorosła baba lubi się bawić lalkami? W tym jest coś nieprzyzwoitego. Coś przeciwnego naturze. Bo naturalnie nie kupi sobie taka zwykłej pierwszej lepszej lali w Smyku, tylko ma wymagania. Zazwyczaj drogie.
Na wystawie w Lulaby zobaczyłam Małą lalusię z firmy Moulin Roty. Tak pełną uroku, że nie wytrzymałam i mam.




To maleństwo nadaje się znakomicie do przebieranek. Niech tylko skończę to, co teraz dłubię, oj zaszczękają nożyczki.

A ostatnio w Mimbli popełniłam normalnie czyn zakazany i zabrałam stamtąd Jacoba, który chyba zostanie panną. Oszalałam: ta buzia, artykulacja, włosy!






 Jacob pochodzi z nowej kolekcji Kidz'n' Catz i jest wystrzałowy. Jego stroje są zrobione tak samo starannie jak stroje dziecięce. Jest uroczy.
Buszuję po lalkowych blogach, oglądam rozmaite lale, ale mangowe panny z twardego plastiku to nic dla mnie. Modelki Tonnera też mi jakoś dotychczas nie podpasowały, aż trafiłam tu.
Ręce mi się zaczęły trząść, serce tłuc, cały dzień gapiłam się w te lale jak obłąkana. W końcu wyciągnęłam kartę kredytową obliczywszy, że ceny na allegro są paskarskie. Zwłaszcza, że jest wyprz. Teraz poczekam - ciekawe ile czasu. Na własny użytek zmienię legendę lalki - psychoterapia jako motyw przewodni lalkowej legendy mocno mi nie odpowiada, choć styl lalki i strojów owszem, tak.
Dalej mam wrażenie, że popełniam jakiś czyn nierządny i okropny. Mam setki pytań do bardziej zaawansowanych zbieraczek i lalkarek. Lecę zaraz na allegro nabyć niejaką balerinę Jolinę.  Jak się jej zabierze różowy kostiumik, zrobi białą bluzkę, spódniczkę w niebieską kratkę i szkarłatne pantofelki to będzie z niej cud Dorotka z Oz. A jak jej się pysk jeszcze przemaluje, to zupełnie będzie do lalki podobna. Pewnie nawet Toto się jakiś pojawi.
Pan Mąż, któremu prawie z płaczem przyznałam się do lalkowej transakcji przyjął to bardzo spokojnie i powiedział, że nie widzi większej różnicy między moimi lalkami a jego kolekcją zegarków (dużą) i wiecznych piór (bardzo dużą). Ale i tak mi wstyd okropnie. A pożądanie aż mnie skręca.
20:44, weisefrau , Lalki
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 24 stycznia 2011

Taką oto listę lektur znalazłam u Magbod.

naturalnie odznaczyłam znane mi dzieła, ale miałabym tu do dopisania jeszcze ze 200 równie ważnych pozycji.


1. Pogrub te tytuły, które przeczytałeś/-łaś.
2. Użyj kursywy przy tych, które masz zamiar przeczytać.
3. Wykreśl te tytuły, których nie masz zamiaru czytać, albo byłaś/-łeś zmuszona/-y przeczytać za czasów szkolnych i je znienawidziłaś/-łeś.
4. Umieść to na blogu.


1. Duma i uprzedzenie – Jane Austen
2. Władca Pierścieni – JRR Tolkien
3. Jane Eyre – Charlotte Bronte
4. Seria o Harrym Potterze – JK Rowling

5. Zabić drozda – Harper Lee
6. Biblia
7. Wichrowe Wzgórza – Emily Bronte
8. Rok 1984 – George Orwell
9. Mroczne materie (seria) – Philip Pullman
10. Wielkie nadzieje – Charles Dickens
11. Małe kobietki – Louisa M Alcott
12. Tessa D’Urberville – Thomas Hardy
13. Paragraf 22 – Joseph Heller

14. Dzieła zebrane Szekspira
15. Rebeka – Daphne Du Maurier
16. Hobbit – JRR Tolkien

17. Birdsong – Sebastian Faulks
18. Buszujący w zbożu – JD Salinger
19. Żona podróżnika w czasie – Audrey Niffenegger
20. Miasteczko Middlemarch – George Eliot
21. Przeminęło z wiatrem – Margaret Mitchell
22. Wielki Gatsby – F Scott Fitzgerald
23. Samotnia (w innym tłumaczeniu: Pustkowie) – Charles Dickens
24. Wojna i pokój – Leo Tolstoy
25. Autostopem przez Galaktykę – Douglas Adams
26. Znowu w Brideshead – Evelyn Waugh
27. Zbrodnia i kara – Fiodor Dostojewski
28. Grona gniewu – John Steinbeck
29. Alicja w Krainie Czarów – Lewis Carroll
30. O czym szumią wierzby – Kenneth Grahame
31. Anna Karenina – Lew Tołstoj
32. David Copperfield – Charles Dickens
33. Opowieści z Narnii (cały cykl) – CS Lewis
34. Emma- Jane Austen
35. Perswazje – Jane Austen

36. Lew, Czarwnica i Stara Szafa – CS Lewis
37. Chłopiec z latawcem – Khaled Hosseini
38. Kapitan Corelli (w innym tłumaczeniu: Mandolina kapitana Corellego) – Louis De Bernieres
39. Wyznania Gejszy – Arthur Golden
40. Kubuś Puchatek – AA Milne

41. Folwark zwierzęcy – George Orwell
42. Kod Da Vinci – Dan Brown
43. Sto lat samotności – Gabriel Garcia Marquez
44. Modlitwa za Owena – John Irving
45. Kobieta w bieli – Wilkie Collins
46. Ania z Zielonego Wzgórza – LM Montgomery
47. Z dala od zgiełku – Thomas Hardy
48.
Opowieść podręcznej – Margaret Atwood
49. Władca much – William Golding
50. Pokuta – Ian McEwan
51. Życie Pi – Yann Martel
52. Diuna – Frank Herbert
53. Cold Comfort Farm – Stella Gibbons
54. Rozważna i romantyczna – Jane Austen
55. Pretendent do ręki – Vikram Seth
56. Cień wiatru – Carlos Ruiz Zafon
57. Opowieść o dwóch miastach – Charles Dickens
58. Nowy wspaniały świat – Aldous Huxley
59. Dziwny przypadek psa nocną porą (również: Dziwny przypadek z psem nocną porą) – Mark Haddon
6
0. Miłość w czasach zarazy – Gabriel Garcia Marquez
61. Myszy i ludzie (również: O myszach i ludziach) – John Steinbeck
62. Lolita – Vladimir Nabokov
63. Tajemna historia – Donna Tartt
64. Nostalgia anioła – Alice Sebold
65. Hrabia Monte Christo – Alexandre Dumas
66. W drodze – Jack Kerouac
67. Juda nieznany – Thomas Hardy
68. Dziennik Bridget Jones – Helen Fielding
69. Dzieci północy – Salman Rushdie
70. Moby Dick – Herman Melville
71. Oliver Twist – Charles Dickens
72. Dracula – Bram Stoker
73. Tajemniczy ogród – Frances Hodgson Burnett
74. Zapiski z małej wyspy – Bill Bryson
75. Ulisses – James Joyce
7
6. Szklany kosz – Sylvia Plath
77. Jaskółki i Amazonki – Arthur Ransome
78. Germinal – Emile Zola
79. Targowisko próżności – William Makepeace Thackeray
80. Opętanie – AS Byatt
81. Opowieść wigilijna – Charles Dickens
82. Atlas chmur – David Mitchell
83. Kolor purpury – Alice Walker
84. Okruchy dnia – Kazuo Ishiguro
85. Pani Bovary – Gustave Flaubert
86. A Fine Balance – Rohinton Mistry
87. Pajęczyna Szarloty – EB White
88. Pięć osób, które spotykamy w niebie – Mitch Albom
89. Przygody Scherlocka Holmesa – Sir Arthur Conan Doyle
90. The Faraway Tree Collection – Enid Blyton
91. Jądro ciemności – Joseph Conrad
92. Mały Książę – Antoine De Saint-Exupery
93. Fabryka os – Iain Banks
94. Wodnikowe Wzgórze – Richard Adams
95. Sprzysiężenie głupców (również: Sprzysiężenie osłów) – John Kennedy Toole
96. Miasteczko jak Alece Springs – Nevil Shute
97. Trzej muszkieterowie – Alexandre Dumas
98. Hamlet – William Shakespeare
99. Charlie i fabryka czekolady – Roald Dahl
100. Nędznicy – Victor Hugo


To nie jest polski kanon lektur!

niedziela, 23 stycznia 2011
Naszło mnie na lalki i na lalkowy comming out.
Bliżej o tym będzie kiedy indziej, no w każdym razie lalki mają dla mnie wielką siłę przyciągania, o wiele większą niż ciuchy i torebki.
Wcale nie dollfy mnie kręcą, ale takie coś pośredniego między dollfami a zwykłymi lalkami zabawkami. Byle nie Barbie.
Od bardzo dawna ślinię się do tonnerowskiej maluśkiej Betsy McCall. Nawet u Tonnera taką znalazłam, przebraną za Dorotkę z krainy Oz, ale zmroziła mnie informacja że z powodów praw autorskich wysyłają lalki do Stanów, Rosji, Finlandii i Holandii. Nie mam tam nikogo znajomego. 
Ratunku, dziewczyny, jak załatwić taką transakcję?
Inne lalki Tonnera, też mi wpadły w oko, wygląda na ta, że kupując tam wychodzi się finansowo lepiej niż na allegro. Ale czy to się bez tej Finlandii i Holandii i jakichś Wysp Tajemniczych da zrobić?
Inna firma, też zresztą Tonnera nie stawia ograniczeń w dostawach.
Jeśli bywają tu zakręcone lalkarki to proszę o odpowiedź, albo chociaż pokierowanie na jakieś lalkowe forum.


piątek, 21 stycznia 2011
Pewna młoda i mądra kobieta zganiła mnie niedawno, że tak dobrze piszę, a nic nie piszę o polityce, choć to by dopiero było co czytać.
No nie wiem, chyba by jednak nie było co czytać.
Bo mam o polityce zdanie osobiste, poglądy wyraźnie umiarkowanie lewicowe i zdecydowanie antyklerykalne i nie widzę nikogo, kto by podobne prezentował wśród sprawujących władzę. Nikt mnie nie reprezentuje. 
Mogę sobie myśleć co chcę, ale na nic kompletnie nie mam wpływu, a bicie piany i złoszczenie się w duchu mi szkodzi.
Będąc studentką pierwszego roku poszłam kontrolnie na zebranie partyjne SZSP. Po 20 minutach wysłuchiwania głupot dostałam takiego bólu głowy, że uciekłam stamtąd prosto do przychodni zdrowia. Lekarz zmierzył mi ciśnienie, wysłuchał dokąd poszłam i po co i zakazał mi bywania w takich miejscach, bo ciśnienie, zwykle w granicach 120/70 skoczyło mi do 170/100. w wieku 21 lat! 
Polityka jak wiadomo to wiedza o zdobywaniu i sprawowaniu władzy. Ja rozumiem, że niektórych władza kręci. Ale czy oni się zastanawiają, po co im ta władza jest? Przecież władzę zdobywa się po coś, a nie po to żeby ją mieć.
A tymczasem teraz programy partyjne nie istnieją. Bo jeśli lewica dopuszcza do zakazu aborcji, wprowadza religię do szkół i oddaje kościołowi majątek nie oszacowawszy poprzednio, jaka jest tego majątku wartość, to do diabła z taką lewicą. Wielka uroda i piękny tors Przewodniczącego to też marne rekomendacje.
Wybory nie są starciem programów politycznych, a jakimś durnym plebiscytem popularności. Patrzę na główne osoby dramatu i widzę kłamczuchów, nielojalnych szefów, półpanków jakichś zakompleksionych i najwyraźniej bez zawodu. Bo żeby coś robić dobrze, to trzeba się na tym znać, a na czym się zna ktoś, kto dla pieniędzy malował kominy, dla zabawy gra w piłkę a całe życie był - brr - działaczem partyjnym? Albo prawnik od prawa pracy PRL?
Jak jako wyborca mam wierzyć ludziom, którzy wszystkich zbyt popularnych współpracowników wycinają w swojej partii w pień?
Widzę u przedstawicieli klasy politycznej radochę z robienia rzeczy, których zabrania się dzieciakom już w przedszkolu: opluwania, kopania leżącego, zawodów, kto wyżej na ścianę nasiusia i kto komu zrobi zyg - zyg - marcheweczka. Widzę ewidentne przypadki psychiatryczne.
Moją grozę budzą czystki rozmaitych urzędów z pracowników merytorycznych, bo a) posada dla kolesia by się przydała b) ktoś, kto władzę sprawuje dla władzy, a nie dla wykonania programu, nie zniesie wokół siebie ludzi kompetentnych, bo jeszcze mu będą się stawiali albo udowodnią, że się nie zna.
Patrzę na te wyborcze plebiscyty popularności z takim samym uczuciem obrzydzenia, z jakim w szkole patrzyłam na klasową elitę omawiającą po weekendowych prywatkach rankingi popularności na poniedziałkowej długiej przerwie, bo też takie jest ich znaczenie.
Rząd zamiast rządzić zajmuje się słupkami popularności, partie tym samym i jeszcze tym, jak dokopać przeciwnikowi, ale nie zakopać go na śmierć, bo co, jak trzeba będzie zrobić koalicję?
Nikt nie zajmie się budową dróg, kolejami, reformą finansów publicznych, szkolnictwem wyższym, równouprawnieniem kobiet, ochroną zdrowia, prawami dziecka, prawami zwierząt, ochroną środowiska bo to miny, na których można polec. Nawet mając premiera i prezydenta z jednej partii.
A ja bym chciała móc dojechać koleją do celu, leczyć się u lekarza, nie zastanawiać się, czy w wieku emerytalnym nie umrzemy z głodu jeśli nie zgromadzimy sobie sami takiej kasy, żeby żyć z odsetek.
I mam pełną świadomość, że dla rządzących jesteśmy po prostu stadem bydła z dowodami osobistymi uprawniającymi do głosowania. A poza terminem wyborów powinniśmy stąd zniknąć: w Irlandii, na Wyspach Brytyjskich albo na Księżycu. I nie sprawiać władzy kłopotów. 
I tyle.
Co ja plotę, co ja plotę, PODATKI mamy jeszcze jako dojne krowy płacić. Nawet pracując i zarabiając na Księżycu.


poniedziałek, 17 stycznia 2011
Sweter z Noro jest moim ulubionym swetrem. Pozostała resztka włóczki jednak nie wychodziła mi z głowy. Na skarpetki za mało, na czapkę za cienka. No i ponieważ tylko krowa nie zmienia zdania udziergałam sobie jednak mitenkowe przedłużacze do przykrótkich rękawów:







Tym razem nie pilnowałam kolejności pasków. Na polecenie mojego dziecka zrobiłam część na dłoń nieco przydługą - mogę ją wywinąć, mogę naciągnąć na pięść. Pod mitenkami mieszczą się i pierścionki i zegarki, nawet największe. No i nadgarstkom ciepło.
Oj, chyba zrobię tego więcej z rozmaitych włóczek. Wesoło to wygląda i dużo łatwiej grzebie się w portmonetce w tym, niż w skórkowych rękawiczkach.

Mimo braku zgodności pasków na obu sztukach i Pan Mąż i dziecina twierdzą, że widać iż to jest parka.
A na drutach teraz siedzi kolejny psi kubrak; wytworny, profesjonalny, wełniany i warkoczowy. Wzór z Ravelry, ale nie umiem wstawić tu tego sprytnego znaczka. 
Kubraki są cacy, znacznie łatwiej zdjąć z psa o tej porze roku ubłocony sweter, niż prać zwierzaka po każdym spacerze. Fioletowy, grubaśny sweterek znacznie zmniejszył zapotrzebowanie Kretki na poduszkę elektryczną i tabletki przeciwbólowe. Nawet mi nie przeszkadza konieczność codziennego prania kubraczka, do rana zwykle wysycha na kaloryferze. Nawet w deszczu jest z niego pociecha. Kubrak jest wprawdzie mokry, ale pies pod nim - suchy.
No i przydają się do czegoś te wszystkie szampony z parabenami, których nie możemy używać, wełnę się w nich pierze doskonale.

PS. Robienie zdjęć prawej ręki lewą ręką to spora sztuka.
czwartek, 13 stycznia 2011
Dwupies jest nierozłączna.
I najczęściej pod moimi nogami w pozycji horyzontalnej, ale to nie jest takie proste uchwycić gadziny w obiektywie, bo są bardzo czujne. Ruszę się a one natychmiast są na nogach, bo:
a) aparat jest interesujący i ciekawe, czy smaczny
b) jak ona wstaje to idziemy na spacer
c) jak nie idziemy na spacer to może da nam coś zjeść?
d) albo chociaż się z nami pobawi

Zatem prezentuję co mam. Oto dwupies dziekański. Pan dziekan sprawdza kolokwia a dwupies z nim:



A to dwupies sypialniany oczekujący, żeby nas uśpić. Panie nie śpiewają nam kołysanek, ale kto wie, może się jeszcze nauczą.



Dziś wystąpił dwupies hafciarski, niestety na widok aparatu wstał.



Poza tym bardzo często występuje u nas dwupies kuchenny. Panie wprost wzroku ze mnie nie spuszczają przy przygotowywaniu posiłków i głodnymi oczami wyliczają mi każde podejście do lodówki, każde uderzenie nożem o deskę do krojenia i każde machnięcie w garnku. Jak tak dalej pójdzie, to będą umiały same gotować jak Julia Child.

A z innych takich to w pogoni za środkami piorącymi byliśmy dziś w Lidl. Nie mogę się nadziwić jak to jest. Narzeka się na powszechną drożyznę, że jedzenie takie drogie, a obserwując zawartość wózków  widzę jakie masy pieniędzy przeznaczone są na rzeczy kompletnie do życia człowiekowi niepotrzebne. Hektolitry coca coli i innych płynów składających się z wody z bąbelkami, cukru i aromatu identycznego z naturalnym, worki popcornu, jakieś ciasteczka, żelki, czekolady, ile tego może zjeść jedna rodzina?
Ktoś z małym dzieckiem miał w koszyku tylko takie specjały i ani trochę nabiału ani warzyw. Potem ponarzeka, ze drogo.

18:30, weisefrau , pies
Link Komentarze (17) »
środa, 12 stycznia 2011
Pan Mąż z przyjacielem po fachu napisali ostatnio książkę o terroryzmie lotniczym.
Poprosili mnie, abym z przebogatego archiwum dała im po portreciku na tylną stronę okładki. I dałam.
I wydrukowali i podpisali, że to moje fotki.
Portreciki na okładce są wielkości znaczka pocztowego, jakość mają taką sobie, ale są. Po wszystkich zabiegach, jakim je poddałam nie ma śladu, za to raster widać.
Nie mogę chwilowo ich pokazać bo książka chyba poszła z Panem Mężem na zajęcia, ale jak wrócą to się pochwalę.
Siedzę na d... ciurkiem i kończę UFO, które kurzyło się na hafciarskiej ramie za łóżkiem. Słucham sobie audiobooków i muzyczki i myślę, myślę i śmigam igła po kanwie penelope. Dlaczego właściwie ten UFOk tyle czasu leżał? To bardzo miła robota. A we łbie lęgną mi się kolejne pomysły do realizacji albo i nie.
Czarny kubrak dla Kretki w warkoczowe wzory, ozdobiony perłami i kryształkami Svarovskiego, koronkowe mitenki (czy to się nadaje do noszenia?), alpakowy sweter lub bluzka, jakiś miły needlepoint w wełnie - może wykonywany przez dziewczyny z blogu Polski Needlepoint zeszłoroczny APOM - takie miłe rojenia.
A obok mnie na dywaniku leży czujny dwupies. Dwupies ma 8 nóg i 2 głowy oraz 4 oczy wpatrzone we mnie przy każdym nietypowym ruchu. Suki muszą się choć kawałkiem ciała dotykać. Muszka zaczyna powolutku się bawić. Na spacerach pilnuje nas obu z Kretką jak owczarek. Chodzi już z nami do biblioteki i wita się z paniami jako równoprawny członek stada. Zrezygnowała z dzikiej obrony przy wpuszczaniu kropli do oczu - jedno oko jej poczerwieniało i łzawiło. Chyba musiało również boleć, bo poddaje się zabiegom całkiem chętnie. 

 
1 , 2