Rozmaite Gackowej przypadki.
środa, 01 lutego 2012
Każda z nas ma własne porządkowe patenty. Musi mieć. Lata prób i starań dają nam doświadczenie i sposoby na sprawne prowadzenie domu.
Minęły czasy proszku Javox i płynu Delfin do toalet, znikły makabryczne, kredowo - mydlane kostki do mycia okien, znikł płyn Kryształ przyjmowany przez meneli również doustnie. Obfitość różnych Pronto, Ajaxów i Tytanów i Froschów stanowi powód do długiego rozmyślania przed półkami z chemią gospodarczą w Rossmanie.
Im więcej tego wszystkiego jest, tym konsekwentniej myłam okna najmniej pienistym i mazistym sposobem: ciepła woda, ocet i amoniak. O ile okna dają się umyć bez pienienia i niebiańskich woni, o tyle tłusty syf z kuchennych szafek niekoniecznie. Nie znoszę szorowania kolejnych metrów bieżących kuchennych mebli na chybotliwej drabinie i schodzenia co rusz po kolejne wiadro wody, żeby spłukać pianę po różnych super odtłuszczaczach.
I akurat kiedy byłam w trakcie szorowania i płukania zadzwoniła Ewcia. Usłyszawszy, czemu jestem taka wściekła rzuciła niedbale: Tylko Brudpur kochana, tylko Brudpur.
Nigdy nie słyszałam o żadnym Brudpurze, nigdy nie widziałam Brudpura.
Ewcia poszukała opakowania i dodała: Voigt to robi, u mnie w chemicznym jest to i u ciebie będzie.
Najpierw tego Voigta przegooglałam. Okazało się, ze to firma produkująca profesjonalne środki czyszczące dla hoteli, restauracji i innych takich. Mają pełną ofertę rozmaitości, wszystkie ich produkty mają dopuszczenia do kontaktu z żywnością, są koncentratami, ceny mają w stosunku do Ajaksów Cifów i innych takich bardzo konkurencyjne (jeżeli się uwzględni, że z 1 litra Brudpura ze sklepu za 17.50 pln uzyskujemy minimum 10 litrów bardzo skutecznej cieczy użytkowej).
Kupiłam, rozcieńczyłam wlałam do spryskiwacza i mam spokój, wystarczy psiknąć, przetrzeć i finito. Nie śmierdzi, nie pieni się i działa.
Naturalnie wypróbowałam i inne Voigtowe patenty. Serdecznie polecam Nano San (19.99) do czyszczenia łazienek, wanien, kabin prysznicowych, zlewozmywaków i armatur. Niczego podobnie skutecznego w rękach nie miałam. Tego rozcieńczyłam do trzech spryskiwaczy: do łazienki, do kibelka i do kuchni. Jest to faktycznie wykonane technologią nanocząstek krzemu i zabezpiecza powierzchnie na jakiś czas przed odkładaniem brudu i plam z wody. Zakamieniałą armaturę wannową ów Nano San uzdatnił po trzech użyciach. Widmo wymiany rozwiało się. Stalowy zlew potrzebuje psiknięcia raz na dobę a nie po każdym użyciu. Jak zwykle żadnego pienienia się i błyskawiczne działanie. I brak smrodu. Nano San jest lekko perfumowany zapachem grapefruita, ale w rozcieńczeniu zapach jest do przyjęcia.
Jest tych środków do licha i ciut ciut. Każdy sobie może dobrać jakie mu potrzebne. 
Lasipur do okien jest pierwszym preparatem jaki znalazłam faktycznie nie pozostawiającym smug. Jest jednak droższy (12,99 za litr), bo nie jest koncentratem. Ale razem ze ściereczką z mikrowłókna pozwala uporać się ze wszystkim, co osiada na szybach, lustrach, oszklonych obrazkach i kaflach.
W centrum Warszawy te produkty można kupić na Nowogrodzkiej 6 w sklepie Włamywacz.
We Włamywaczu można zresztą dostać wszystko co w gospodarstwie domowym potrzebne. To jedyne znane mi miejsce o tak wszechstronnym zaopatrzeniu.


niedziela, 29 stycznia 2012
okazała się niezbędna. W futrzanej spływam potem. Chustka czasem musi się uprać i trzeba mieć coś na głowę na zapas. Zatem powstała czapka. Gruba, wełniana (melanż własnego projektu) i nie podobna ani do luźnych beretów, ani do czapki narciarskiej z pomponikiem.


Znalazłam wzór w ostatnim Designers Knitting. Występuje tam jako czapka - hełm, ale podobna jest raczej do kapelutków z lat dwudziestych XX wieku. Składa się aż z pięciu elementów, które trzeba razem połączyć: z taśmy poprzecznej z wrobionymi nausznikami, brzegu robionego dookoła, części środkowej robionej od czoła do potylicy i dwóch jednakowych boków robionych od nauszników do góry.



Najwięcej czasu zajęło wykombinowanie melanżu zastępującego oryginalna włóczkę. Po wielu próbach stanęło na cieniutkie merino w zdechłym, zielonym kolorze połączone z błękitnym ostrym wełnianym melanżem własnego farbowania. Wyszedł pawi turkus. Chyba pierwszy raz naprawdę zrobiłam całą próbkę, tu była ważna i długość i szerokość, bo wzór jest rozliczony bardzo porządnie. Druty musiałam wziąć o cały numer mniejsze. I jestem bardzo zadowolona. Czapa nie złazi z głowy, nie obraca się i jest ciepła. Zapewniają to surowiec i grube, krzyżowane ściegi, bo większość czapki jest podwójnej grubości.




piątek, 27 stycznia 2012
Jeżeli zbierze się 500 000 podpisów można wstrzymać ratyfikację Acta.
Ja już podpisałam, a Wy róbcie jak chcecie.
Każdy głos się liczy
Podpisy zbierane są TU

Acta to przepisy przeciwko podróbkom. Zastanówcie się jak będzie po ratyfikacji wyglądać sytuacja w aptekach. Leki generyczne to z punktu widzenia Pfizera czy Elli Lily podróbki. Nasza Polfa w starciu z nimi nie ma szans. Nie będzie tańszych zamienników ani statyn, ani antybiotyków ani leków antydepresyjnych, ani niczego innego. Być może nawet zwykła aspiryna będzie jedynie od Bayera.
Naturalnie bardzo upraszczam sprawę, ale właśnie o to chodzi w Acta.
czwartek, 26 stycznia 2012
Pan, któremu podczas oglądania telewizji marzną nogi poprosił mnie o wykonanie skarpet na tę właśnie okazję: luźnych, ciepłych i niezobowiązujących.
Zmierzyłam starannie nóżkę: obwód łydki: 45 cm, w kostce 29 cm, w podbiciu tyle samo.
Skoro miały być ciepłe i grube, wykonałam je podwójną nitką na drutach nr 3,5.
Poszło jak na mnie zdumiewająco szybko, bo w trzy dni.
I wyszły skarpetki siedmiomilowe, spokojnie da się w jedną zapakować dwie moje stopy albo duży prezent gwiazdkowy.
Z ciekawości wsadziłam skarpetkę na Muszkę, zmieściło się w niej pół Muszki.




środa, 25 stycznia 2012
Jeśli wierzyć Marion Zimmer Bradley, tej, która napisała Mgły Avalonu, kapłani druidzi mieli na rękach wytatuowane niebieskie węże. tatuaże są teraz modne, ale wolę wymienialne ozdoby.
Dostałam od Ewci pięknego, błękitnego węża na nadgarstek:



Błękitna bransoletka z rozmaitych niebieskich koralików wygląda jak wściekle jadowity wąż. Ma cudną, gładką powierzchnie, nie drapie i jest bardzo wygodna w noszeniu. Jest leciutko elastyczna i można ją nasunąć na dłoń bez rozpinania.
Kolory są wprost urzekające: tu fotografia na tle delfckiego talerza. Jak widać to czysty kobalt.



Kto chce mieć taką cudną bransoletkę, niech się zwróci do Ewci
Ewcia chętnie zrobi więcej magicznych, druidzkich węzy na nadgarstek.

wtorek, 24 stycznia 2012
Zrobili nas w ch... nasi właśni posłowie. Poprzednia kadencja zaczęła tę robotę, obecna kontynuuje.


Od polityki u nas jest Pan Mąż. Ja swoim małym umysłkiem nie ogarniam. Nie ogarniam takich stwierdzeń jak np: demokracja jest procedurą.
Ale kant i oszustwo, hipokryzję i kłamstwo widzę. I owszem.
Kiedyś w lecie w Strasburgu wszyscy razem uchwalili ACTA. I europarlamentarzyści rządowi i opozycyjni pospołu. I jeszcze uchwalili, że będą to robić po cichutku, od tyłu. Dziennikarze też ani mru mru. 
Znaczy o sednie sprawy, bo jakaś wiadomość, że Acta uchwalają, pewnie była.
Zrobił się ruch w interesie, bo dziś po cichu nawet bąka puścić nie można. Komu się wydaje, że można, ten jest... niezorientowany.
I dowiadujemy się, że uchwalono jakieś niezwykle ogólne przepisy dotyczące ochrony praw autorskich.
Ja się boje stwierdzenia " bardzo ogólne" bo to może znaczyć wszystko.
Bo dajmy na to jak ktoś jest łysy, to mu będzie można łysy łeb obciąć, bo narusza nim prawa autorskie Kojaka i Yula Brynnera - od ich śmierci nie minęło w końcu 50 lat. Bo jak sobie zrobię sweterek ściegiem pończoszniczym to mi go zabiorą. Być może ktoś ten ścieg opatentował. Bo może się okazać, że każdy, dosłownie każdy aspekt naszego życia może być uznany za piractwo.
Boję się, że będzie można wykończyć człowieka bez udziału sądu, jedynie za to że nastąpił korporacji na paluszek.
Bo w starciu z korporacją ja, mała myszka jestem warta tyle, co papierek po gumie do żucia. Albo mniej.
Przerażenie moje budzi fakt, że rząd za takie ustawy zabiera się w głębokim kryzysie. W końcu lud rzymski wołał : chleba i igrzysk.
Z chlebem ostatnio cienko. A igrzyska są w większości w internecie. I te igrzyska chcą nam zabrać.
Jeśli rząd musi być pełen hipokryzji, niech będzie biorąc pod opiekę własnych obywateli, którzy nie mają na wizytę rodzinną w multipleksie (tanie kino umarło, czyż nie?), nie mają na książki, i na całe mnóstwo rzeczy i zaspokajają swoje potrzeby jak umieją. Hipokryzji się trzeba nauczyć od Ruskich i Angoli i się zastanowić, czyim się jest rządem: swojego narodu, czy koncernów fonograficznych.
Mam graniczące z pewnością podejrzenie, ze tych ustaw przed uchwaleniem nikt nie czytał. Odbyło się to jak na Radzie Pedagogicznej, kiedy dyrektor chcąc pozbyć się ze szkoły w jakikolwiek sposób koszmarnego ucznia, każe wszystkim głosować za promocją durnia. Do szkoły i tak nie będzie chodził, jak nie chodzi do tej pory i zniknie z widnokręgu w oznaczonym czasie. Większość głosujących nie zna sprawy, zna co najwyżej upiornego zbója z przerwy i dyżuru i też nie chcą go dłużej znać. I głosują z zamkniętymi oczami.
Albo tłumacze nie przetłumaczyli, albo były milsze zajęcia niż studiowanie zawiłego i niejasnego aktu prawnego. I się głosowało jak większość.
Posłowie z ostatnich wyborów jeszcze się gubią w sejmie, bodaj jedna Anna Grodzka zadała sobie trud znalezienia tekstu ACTA i wynajęcia prawnika, żeby jej to wytłumaczył. A potem umieściła to na swojej stronie na Facebooku Ale Anna Grodzka w polityce jest nowa jedynie w swojej obecnej postaci. Jest starym politycznym wyjadaczem i o głupotę posądzić jej nie można.
To chyba były moje ostatnie wybory. Jak tak ma wyglądać działanie demokratycznie wybranego rządu to ja mam to gdzieś.
I jeszcze z innej beczki.
Jak cholernie bezpieczne jest nasze państwo pod względem informatycznym. Agencje, specjaliści, generałowie... Ręce opadają.
Przed takim numerem wszyscy hackerzy w Polsce powinni pod naciskiem kija i marchewki pilnować rządowych serwerów.
Najpierw mnie porwał śmiech pusty, a potem litość i trwoga.....

czwartek, 19 stycznia 2012
Tak to już jest, że lalki wędrują po ludziach.
Niektóre nabytki są od pierwszego wejrzenia ukochane, a inne nie mogą się zżyć z właścicielką.
Czasem trzeba wyczyścić kolekcję. I trafiłam na taki moment, kiedy koleżanka postanowiła się rozstać z częścią swoich cukiereczków. Ponieważ i kilka moich panien zmieniło miejsce zamieszkania złożyło się to doskonale.
Do mojego stadka dołączyła bliźniaczka Giselli Diefendorf, także Giselle. Zatem jedna zostanie Giselle a druga chyba Gertrudą. Tu sobie siedzą z Imogeną w roli tła:



Bardzo się z nich cieszę a na rudą piękność z szarymi oczami ostrzyłam sobie zęby od dawna.
Imogena w tle ubrana całkowicie w wyroby handmade, ma na sobie sweterek z kid moheru i kieckę uszytą z próbki obiciowego moheru. Prawdziwie zimowe stroje.
Bliźniaczki Diefendorf robią co mogą, żeby się od siebie odróżniać. Na szczęście poza soczewkami kontaktowymi za bardzo nie kombinowały.


12:37, weisefrau , Lalki
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Przyjaciółka skarży się, że los się na nią uwziął i ciągle coś wyskakuje i spokoju (zwłaszcza finansowego) nie ma ani na chwilę.
Rozumiem ją doskonale.
Babcia miała zwyczaj mówić, że jak nie urok to sraczka. W bardziej ugodowym nastroju zamiast sraczki przemarsz wojska występował.
Bo nie może tak być, żeby w sytuacji kryzysu finansów w państwie mieszkańcy przywarowali i przeczekali z potrzebami skręconymi do minimum. Los jest złośliwy i każdy zarobiony grosz natychmiast, ale to natychmiast trzeba wydać na coś niezbędnego. A zbędny i miły luksus odjeżdża za horyzont możliwości.
Niestety, codzienne życie ma gdzieś kryzysy i cienkie pensje.
Plomby z zębów wylatują, dzieci i zwierzęta chorują, pralki i żelazka psują się po gwarancji, samochody wymagają remontów, rury i kominy zatykają się  i to się dzieje zawsze przed pierwszym. 
A poza tym ile można żyć z potrzebami skręconymi na prawie zero?
W czasach mojej nędzy wydawało mi się , że inni mają lepiej, po innych nie było tego tak widać.
Teraz wiem, że to pozory.
Entropia działa na wszystkich. Listwy z framug odklejają się nie proszone, lustra szarzeją, brud na ścianach odkłada się w tempie na dwa, rodzice tak jak dzieci chorują - bywa ciężej i drożej.
Im nowszy i droższy samochód tym droższe naprawy.
Im więcej ma się rzeczy, tym więcej ma się rzeczy popsutych. Na naprawy wszystkiego nie starczy żadnej pensji. Bardzo bogaci ludzie zatrudniają do tego służbę.
Podczas gdy jedni szczypią się nad rachunkiem od mechanika drudzy płacą go z twarzą nieporuszoną, a płaczą za miesiąc nad wydrukiem karty kredytowej.
Życie niestety składa się z upierdliwego przeciwdziałania entropii, od sprzątania przez naprawianie i płacenie.
Spokój ma się od tego dopiero jak się leży na cmentarzu.
Chyba jeszcze chcę kilka lat z tą entropią powojować.

środa, 11 stycznia 2012
W końcu pierwszy raz od półtora roku mogę czytać ze zrozumieniem książki trudniejsze niż kryminały.
Mogę się uczyć - a mam tej nauki przed sobą sporo. Mogę robić coś bardziej twórczego niż sweterek prawymi oczkami.
Nie znaczy to, że druty w odstawkę poszły całkiem. Wprawdzie St. Birgid czeka na lepsze czasy, ale takie małe projekty są realizowane.
Ot, pewien perski kot, którego co jakiś czas strzygą do skóry dostał sweterek z grubego, szarego merynoska.
Różowy szetland, z którego dawno temu zrobiłam chustę w liście tym razem posłużył jako materiał na koronkowy komin:



Ścieg szetlandzkiej koronki bardzo jest wygodny w robocie. Rozszerzenie komina powstało poprzez zmianę drutów na grubsze.

No i jeszcze zabawa najlepsza, bo robi się szybko, tyle że przez lupę na drutach nr 2 z kid moheru:



Robiony od góry, da się nosić jako golf albo jako kardigan. Tylko wykończyć trzeba. Pewna 11 calowa elegantka drobi nogami.

Pierwszego stycznia dla dobrej wróżby obrabiałam zdjęcia, które Pan Mąż zrobił podczas pląsów, tańców i hulańców. Najwięcej czasu zajęło mi dorabianie sobie włosów. Wyłysiałam przez ostatni rok straszliwie. Nie posiwiałam niestety ani trochę czego bardzo żałuję. Siwizna bardzo dobrze kryje wyłysienie.
Już widać, że pisany mi genetyczny los babcinej fryzury: cieniutki jak mysi ogonek chiński warkoczyk i doskonale widoczna skóra na całej głowie.

Zatem wyciągnęłam zakitrane od jakiegoś czasu w szufladzie peruki. Dziecina, która rok temu parsknęła: No przecież widać, że to peruka, tym razem popatrzyła dłużej i mruknęła: No, lepiej, dużo lepiej.
A ponieważ głowa mi bez włosów marznie, czapek dzianinowych nie mam, a na futrzane za ciepło, to zaczynam nieśmiało używać sztucznych włosów. Jak się rozhulam to mnie własna rodzina nie pozna.
piątek, 06 stycznia 2012
Ostatnio coraz częściej słyszę o luksusie za niewielką (rozsądną) cenę, a czasem nawet, niestety zdarza mi się go doświadczyć.
Zasadniczo uważam, że luksus za rozsądną cenę nie istnieje.

W sklepie Weltbild (dawniej Świat Książki), który namiętnie odwiedza Alicja do zakupów dokładany jest zazwyczaj jakiś mały prezent. Tym razem - w styczniu - trafiły się Alicji płatki róż do kąpieli.
Ponieważ od jakiegoś czasu tylko prysznic jest jej dozwolony, owe krwiste płatki trafiły do mnie.



Malutka metka głosi, ze to są Różane Płatki Pachnący zestaw do kąpieli.
I dalej: Zanurz się w zapachu róż! Aromatyczna i romantyczna kąpiel
obudzi zmysły - różane płatki wystarczy wrzucić do wanny a delikatnie rozpuszczą się w ciepłej wodzie. I dalej : wyprodukowano w PRC ( hi hi, w Chinach znaczy) i termin ważności : luty 2012, czyli na romantyczne kąpiele zostało aby kilka dni.
Kto by tego nie wypróbował? Trach, płatki w wannie:



No bardzo sa ładne, ale coś kolor puszczają...



Oj, woda zmącona, bo wlazło do niej cielsko, z romantycznego kształtu ostały się jeno krwiste strzępki, woni brak.



Tak wygląda produkt zmoknięty. To chyba jest delikatne rozpuszczanie. 
Rzecz jest kleista i bardzo brudzi. Nie łatwo zmyć ze skóry ten barwnik.
Zapachu nie ma wcale.




A tak wygląda woda po luksusowej, romantycznej kąpieli. Jakby kogoś w tej wannie zarżnięto i właśnie usuwano krwawe ślady.
Co do zmysłów i ich pobudzenia zmysł wzroku każe natychmiast umyć upapraną na czerwono wannę, uprać chodniczek, na który woda z wanny nakapała i spłukać się prysznicem szorując przedtem szczotką zafarbowaną skórę.


Chyba wolę zwykły, tradycyjny płyn do kąpieli, albo kulkę pachnącej soli.

Wam wszystkim i sobie życzę prawdziwych luksusowych luksusów.


1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 45