Rozmaite Gackowej przypadki.

pies

poniedziałek, 04 czerwca 2012
Wieści z psiego frontu są znakomite.
Wszyscy w okolicy znają mnie bo różnię się od innych nieustającą obecnością dwóch grzecznych, futrzanych satelitów. Chodzą bez smyczy, pilnują się i są niesłychane grzeczne.



Kretka, szlachetnie urodzona, ma figurę, pokrój, grację w ruchach i małe bystre oczy.
Muszka ma tylko wdzięk, wybałuszone oczy i żadna część jej ciała nie pasuje do reszty. Natomiast gdy bliżej przyjrzeć się jej ślepkom, to zawsze widać w nich mnie.



Muszka waży około ośmiu kilo. Misia mówi, że to osiem kilo czystej, nieskażonej, rafinowanej miłości. Każdy ma taką miłość, na jaką zasłużył.


13:11, weisefrau , pies
Link Komentarze (6) »
czwartek, 15 marca 2012
Cóż za straszni ludzie trzymali kiedyś naszą Muszkę, skoro ona się tak wszystkiego boi?
Cóż to za pewna siebie osoba rządziła brutalnie pieskiem, który jest przecież kompletnie i zupełnie wobec człowieka bezradny? Zarządca się znalazł, władca... Ależ musiał psinie dokuczyć.
Dlaczego Muszka z nikim poza najściślej rozumianą rodziną nie chce wyjść na spacer? Czemu kuli się jeśli gdzieś się na chwilę zapodzieje i przyjdzie na wołanie po minucie lub dwóch? Czemu boi się zmiany pościeli i kuchennej ścierki?
A jest tak grzecznym pieskiem, ze w głowie się nie mieści. Żadnych psot, no co najwyżej przymuszona fizjologią nasiusia w domu. Ale fizjologia do nasiusiania każdego zmusi.
Ostatnim osiągnięciem jest zabawa piłeczką w domu. Siedzę z Muszką na kanapie, Kretka na dywanie bawi się swoją zabawką, a ja rzucam Muszce piłeczkę. Muszka aportuje błyskawicznie i wręcza mi tę piłeczkę. Terier tak nie umie. Owszem, przyniesie, ale nie odda.
Oto sesja zdjęciowa Muszki.
W moim buduarze towarzyszy mi piesek przy wszystkich czynnościach artystycznych, ale aparatu fotograficznego wymierzonego w swoją osobę za długo nie lubi.







Czy do szanownych czytających dotarła wieść o mędrcu, który rozeźlony mandatem otrzymanym za nieprowadzenie szczenięcia na smyczy z zemsty wsadził szczeniaka do pralki i wyprał? Szczenię zabiegu nie przeżyło.
A mnie się śniła taka wielka pralka, do której mędrca wpycham, zamykam, nastawiam pranie na 60 stopni - na 90 za szybko by skonał - i wirowanie na 1000 obrotów i wciskam start....
00:25, weisefrau , pies
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 06 lutego 2012
Z tła otaczających nas rzeczy mózg woli zauważać przedmioty znane niż nieznane.
Co jest nam znane i bliskie, to łatwiej zauważamy wśród innych rzeczy.
Kto był w ciąży to zna to zjawisko, w ciąży wraz z nami było bardzo dużo innych pań. Matki niemowląt zauważają niemowlęta itd.
Odkąd mamy Muszkę świat jest pełen Muszek, Psotek i Hipusiów. Widzimy je bardzo dokładnie, a nie kątem oka.
Wszystkie mają cienkie łapki, ogony jak flagi, za duże uszy i długie cielska. Niektóre są łaciate, inne rude, ale większość to czarne podpalane w nieefektownym szarym odcieniu tego podpalenia. O rasowym, czerwonym kolorze jaśniejszych części - zapomnij.
Od Szczytna do Warszawy w drodze przez Przasnysz i Maków Mazowiecki w każdym gospodarstwie Pan Mąż widzi jakąś Muszkę. Taka Muszka względnie Hipuś siedzi w otwartej bramie, albo pod drzwiami, mrozem się nie przejmuje, wodzi po zagrodzie gospodarskim spojrzeniem i widać, że rządzi na posesji.
To Muszki właśnie biegają skrajem szosy, żeby nagle przebiec na drugą stronę i trzeba na nie bardzo uważać.
Alicja obserwuje swoje osiedlowe Muszki z ósmego piętra. Są łaciate, białe i typu hiena, noszą kubraczki, w mróz podnoszą łapki i biegną tylko na trzech, bo posolony chodnik piecze w poduszeczki.
Dziś z powodu Muszki jakaś pani chciała na mnie policję wołać. 
W trakcie porannego spaceru weszłam do lumpeksu, a psiaki zostały przy płotku.
Jakaś jejmość najpierw mnie ze sklepu wywołała, potem naurągała, że męczę zwierzęta (bo one tak zmarzły, w łapki im zimno, już nie wiedzą jak mają tu WYTRZYMAĆ). 
A one się nudziły. Wolą szaleć na mrozie niż siedzieć przy płocie.
Skonstatowała, że trzeba mi te psy odebrać, bo jestem głupia i podła.
Była tak wściekła, że nie chciało mi się dyskutować.
Czy jej miałam powiedzieć, że jak mi ktoś nawet psa odbierze, to on trafi na Paluch do otwartej klatki bez solidnej budy na 24 godziny i bardziej zmarznie? Możliwe, że na śmierć? Powiedziałam jej tylko, że jak chce dzwonić, niech dzwoni, ale do Straży Miejskiej, bo Policja się psimi sprawami nie zajmuje w mieście.
12:16, weisefrau , pies
Link Komentarze (17) »
wtorek, 03 stycznia 2012


Zdjęcie nie jest dobrze skadrowane, zostało bowiem zrobione w całkiem ciemnym pokoju, gdzie na chybił trafił skierowałam obiektyw w kierunku psów. Nie mam pojęcia, jak mój Canon tak ślicznie wyostrzył całkiem bez światła. Przerażone psie oczy widać. Fotka naturalnie sylwestrowa.
W tym roku zwierzaki nie dostały żadnych leków na uspokojenie. Tomek wyczytał gdzieś, a ludzie potwierdzili, że ogłupiacze typu chemiczne kajdanki powodują, że pies nie może się ruszyć, ale słyszy i boi się tak samo jak bez nich. A potem ma kaca.
Nie praktykujemy w domu mania kaca po sylwestrze, bywamy co najwyżej niewyspani.
A było w tym roku po czym być niewyspanym. Oj było.
Witaliśmy Nowy Rok w dziesięć dusz, z czego trzy dusze były psie - Misia podrzuciła mi Zazulkę, żeby sama w huku sylwestrowym psina nie siedziała. Zazulka miała być na uroki petard mało wrażliwa.
Jedliśmy i piliśmy do północy, kiedy w ostatniej chwili przed toastem dwoje spóźnionych gości wlazło na taras z flaszkami gotowymi do odpalenia. Muzyka grała głośno, ludzie się śmiali, petard było znacznie mniej niż zwykle, bo w modę weszły ciche chińskie lampiony szybujące wysoko po niebie, a i naród chyba uboższy i na zbytki nie wydaje fortuny; biegaliśmy po tarasie życząc sobie i wszystkim sąsiadom szczęścia. Psy wcale tak bardzo się nie przejęły. Zakazałam pocieszania drżących ciał bo to je bardziej nakręca.
Potem pozamykaliśmy szczelnie okna i ruszyliśmy w plasy przy irlandzkich skocznych melodiach.
Kretka poszła owszem drżeć pod drzwi, bo tak ma, ale potem wraz z Muszką wlazły do sypialni i tam bały się nie huku, a tego, że państwo spać nie idą. Znaczy jest koniec świata. Zazulka końca świata bała się w salonie na kanapie, pomiędzy dwiema zwierzolubnymi paniami.
Z tymi ludźmi to nic nie wiadomo. Zawsze chodzą spać o normalnej godzinie, a tu dana godzina minęła, i jeszcze jedna i druga i trzecia i dopiero o piątej się uspokoili. A następnego dnia już było normalnie, tylko bardzo cicho i trzeba było uważać, gdzie łapę postawić, żeby jej szkłem nie przeciąć.
A teraz wieczorami spacery niestety są na smyczy. Czekamy, aż młodzież pozbędzie się zapasów petard i nad Ursynowem znów będzie wieczorem cisza panowała.
Chwilowo koniec świata jest odwołany.
19:40, weisefrau , pies
Link Komentarze (10) »
czwartek, 10 listopada 2011
Kretkę pogryzła duża, owczarkopodobna suka.
Była na smyczy. Kiedy Kretka podbiegła do swoich przyjaciół Peppina i Rózi, żeby się przywitać, suka na smyczy wyrwała się swojej pani z rąk, przewróciła właścicielkę i wgryzła się w Kretkę.



Trochę się teraz poleczymy. Antybiotyk, leki przeciwbólowe, płukanie ran, pryskanie preparatem gojącym i pranie wszystkiego, co Kretka umazała dotykając się plecami.
Starzeje mi się psina, już nie jest ani bojowa, ani tak szybka jak dawniej. Muszka ją pociesza.

Po prostu przepadam za starymi, kruchymi właścicielami wielkich, mocnych, złych psów.
11:39, weisefrau , pies
Link Komentarze (17) »
sobota, 08 października 2011
Jesień dla Kretki jest wyjątkową porą roku. Trwa sezon polowań i ona o tym wie. Ryje w każdym napotkanym trawniku dziury i biegała by bez przerwy.
Będzie chyba sroga zima, bo Kretusia bardzo nagle zmieniła suknię na nową. Zrobiła się jakaś taka szorstka i bez połysku, futerko jej sterczało na wszystkie strony, jakby było przesuszone, albo po trwałej.
I któregoś dnia futro zaczęło się z niej sypać. Tak gwałtownego linienia jeszcze nie widziałam. Za pomocą furminatora wyczesałam z niej prawie całe futro! Przy skórze został jakby welur z nowo rosnącej sierści. Wyskubałam ręcznie kłaczki, których furminator nie wyrwał i moim oczom ukazał się pies szczuplejszy, lśniący, gładziutki i w nowej szacie. 
Muszka nie linieje, za to pokazała mi swój następny talent. Otóż dla krótkonogiej, grubiutkiej Muszki nie ma płotu nie do przebycia. Wystarczy kilkucentymetrowa przerwa miedzy sztachetami a ziemią, by Muszka rozpłaszczyła się na ziemi jak kartka papieru i błyskawicznie przepełzła na drugą stronę. Widząc taki manewr Kretka głupieje, bo ona tak nie umie.
Jeżeli sztachety płotu sięgają ziemi, to wystarcza troszkę większa między nimi przerwa, by Muszka spłaszczyła się pionowo i by wlazła na ogrodzony teren jak piesek w kreskówce. Jak zachodzi taka potrzeba, to Muszka robi się dwuwymiarowa.
Muszka siedzi przy mnie wieczorami na kanapie. Właściwie to leży i chrapie. Kretka długo obserwowała ten rytuał aż w końcu nienawykły do takich pieszczot terier poprosił, by też ją przytulić na tej kanapie. Dużo czasu zabiera jej takie wyluzowanie się, by smyranie po brzuszku było dla niej przyjemne, ale w końcu się udaje. Mam wieczorami obok siebie oba futrzaki. A w nocy....



W nocy na moje kanapie obie psinki śpią w przykładnej zgodzie. To zdjęcie jest dowodem na to, że psa znienacka podejść się nie da. Niby śpi głęboko, ale zdjęcie z fleszem ujawni prawdę.
Wydaje mi się, że Kretce zaczynają mętnieć oczy. Mięśnie ma też już nie takie twarde jak dawniej.
A dopiero co była malutkim szczeniakiem, który przywieziony przez hodowcę płakał na naszym łóżku za mamą.
21:02, weisefrau , pies
Link Komentarze (10) »
środa, 06 kwietnia 2011


Muszka wie o swoim nowym świecie dużo więcej niż w grudniu, kiedy nawiała na 3 doby. Wie, że trzeba się trzymać blisko Kretki albo blisko mnie. Blisko Kretki trzyma się w terenie znanym, tam, gdzie codziennie chodzimy. 
Zabrałam kiedyś suki na wiślana skarpę, w dzikie chaszcze, gdzie ursynowskie psy kochają buszować w trzcinach, wysokich trawach i na błotnistych łączkach. Kretka buszowała, a Muszka przykleiła mi się do lewej nogi i nie odeszła na krok. A ze spaceru przyniosła mimo obroży na insekty dwa dorodne kleszcze. Zatem odwiedziłyśmy panie psie lekarki na ul. Symfonii i obie suki dostały nowe obroże i Fiprex na skórę. Co dwa środki to nie jeden.
Muszka w domu jest spokojna i stateczna. Szczeka głośno, gdy po schodach powoli wędruje starutka niemiecka owczarka sąsiadów. Oko w oko nie chce się z nią spotkać, ale zza drzwi wrzeszczy na nią zawsze. Nie są jej potrzebne jakieś strasznie długie spacery, ale cieszy się z nich tak strasznie, że serce rośnie. Biega z zapamiętaniem - te 9 miesięcy boksu to dla niej musiało być piekło. Skacze już tak wysoko jak zdrowy pies. Pierwszy raz oparła mi się przednimi łapkami o nogi prosząc o coś dobrego. No i wita się z nami co rana bardzo wylewnie.
Zaczyna się również bawić. Umie już szarpać sznurek. Cieszy się na ten sznurek jak głupia i nawet przy tym powarkuje.
Muszę niestety stwierdzić, że choć Kretka jest bardzo grzeczna, to do miejskiego mieszkania Muszka nadaje się bardziej. Nie zawiązuje mnie smyczą na supeł, zamiast patrolować w lewo i w prawo idzie grzecznie po jednej stronie przy nodze, wymaga mniej biegania na dworze, pilnuje domu i ogródka. No i całkiem zmieniło mi się mniemanie o wzięciu do domu dorosłego psa.
Dorosły, przywykły już do porządku pies to sama rozkosz w porównaniu do wychowywania szczeniaka, zwłaszcza bardzo ruchliwej rasy. Przepadam za terierami, dobrze mi się z nimi układa, ale jednak dorosły, stateczny, nawet naznaczony schroniskiem pies jest dla starszych ludzi bezpieczniejszym towarzystwem. Kilka dni temu Kretka zwlekła mnie z jakichś schodków i... znów muszę leczyć staw skokowy.
Muszka nie jest taka śliczna jak Kretusia, ale z niczego mnie nie zwlecze i nie przewróci.


A Zazulka jest już po sterylizacji. Zabieg odbył się w klinice obok naszego domu, bo Misia musiała iść do pracy. Zatem podrzuciła mi malucha i to ja doglądałam Zazulki po operacji.
 Zniosła ją doskonale i gdyby nie wysmarowany na srebrno świeży szew na brzuszku można by pomyśleć, że kubraczek to jakaś ściema.Ani nie wyła, ani nie marudziła, nie narzekała i nie próbowała się z kubraka uwolnić. Zaimponowała nam, Zazulka to prawdziwy twardziel!
20:22, weisefrau , pies
Link Komentarze (14) »
czwartek, 13 stycznia 2011
Dwupies jest nierozłączna.
I najczęściej pod moimi nogami w pozycji horyzontalnej, ale to nie jest takie proste uchwycić gadziny w obiektywie, bo są bardzo czujne. Ruszę się a one natychmiast są na nogach, bo:
a) aparat jest interesujący i ciekawe, czy smaczny
b) jak ona wstaje to idziemy na spacer
c) jak nie idziemy na spacer to może da nam coś zjeść?
d) albo chociaż się z nami pobawi

Zatem prezentuję co mam. Oto dwupies dziekański. Pan dziekan sprawdza kolokwia a dwupies z nim:



A to dwupies sypialniany oczekujący, żeby nas uśpić. Panie nie śpiewają nam kołysanek, ale kto wie, może się jeszcze nauczą.



Dziś wystąpił dwupies hafciarski, niestety na widok aparatu wstał.



Poza tym bardzo często występuje u nas dwupies kuchenny. Panie wprost wzroku ze mnie nie spuszczają przy przygotowywaniu posiłków i głodnymi oczami wyliczają mi każde podejście do lodówki, każde uderzenie nożem o deskę do krojenia i każde machnięcie w garnku. Jak tak dalej pójdzie, to będą umiały same gotować jak Julia Child.

A z innych takich to w pogoni za środkami piorącymi byliśmy dziś w Lidl. Nie mogę się nadziwić jak to jest. Narzeka się na powszechną drożyznę, że jedzenie takie drogie, a obserwując zawartość wózków  widzę jakie masy pieniędzy przeznaczone są na rzeczy kompletnie do życia człowiekowi niepotrzebne. Hektolitry coca coli i innych płynów składających się z wody z bąbelkami, cukru i aromatu identycznego z naturalnym, worki popcornu, jakieś ciasteczka, żelki, czekolady, ile tego może zjeść jedna rodzina?
Ktoś z małym dzieckiem miał w koszyku tylko takie specjały i ani trochę nabiału ani warzyw. Potem ponarzeka, ze drogo.

18:30, weisefrau , pies
Link Komentarze (17) »
środa, 29 grudnia 2010

Takie oto życzenia dostałam od Fundacji Nero. To właśnie tej Fundacji zawdzięczam towarzystwo Muszki.


  Sąd Ostateczny

Święty Piotr u nieba wrót stoi, trzymając listę cnót.

A wszystkie dusze w milczeniu przypatrują sie jego skinieniu.

"Ten wejdzie pierwszy, kto był lekiem  na całe zło,

Kto do końca wiernym był,

Kto kochał i służył ze wszystkich sił,

Brzydził sie złością,

Dzielił radością,

Na dobre i na złe.

Kto jednego tylko chce:

Kochać wiecznie jak szalony"

Piotrowa dłoń otwiera drzwi
- lśnią oczy, merdają ogony- Pierwsze do raju wchodzą psy.

                                                                          Millicent Bobleter

[IMAGE] 
JUDGEMENT DAY
 

On Judgement Day Saint Peter stands,
A list of virtues in his hands.
As all the souls in silence wait.
To see who'll pass through heaven's gate.
"You'll enter first," he says, "if you
can swear your heart was always true.
And your were constant to the end,
A steadfast, loyal, devoted friend.
Never spiteful, never mean,
Unchanging through good times and lean.
With no desire but this: to be
allowed to love enternally."
And this is why Saint Peter's hand
Throws wide the heavenly portals, and
With wagging tails and shining eyes
The dogs walk into paradise.

~Millicent Bobleter~ 


16:24, weisefrau , pies
Link Komentarze (15) »
sobota, 11 grudnia 2010
Kretce zrobiono rentgen kręgosłupa. I okazało się, że są powody do bólu pleców. Ostre dzioby na brzegach kręgów kłują rdzeń przedłużony a w odcinku piersiowym też jakieś narośla okropne są i to w takim miejscu, że ma prawo boleć i tył i przód psa.
Zastrzyki to żadna nowość, zastrzyki nie są straszne i Kretka znosi je ze stoickim spokojem. Poduszka elektryczna jest bardzo przyjemna. Ale sweterek zakładany na spacer to już upokorzenie straszliwe.
No dla teriera to naprawdę coś okropnego. A jak pańcia ten sweterek robiła, to go, o zgrozo co chwila psu przymierzała. I wtedy ogon smutno wskazywał na podłogę.



Jednak to, że na spacerze w kubraku pies nie zmókł i nie zamarzł było już OK. Do wszystkiego się można przyzwyczaić.

Getrów dla koleżanki robionych i obrazka z pewnym miłym niemowlakiem nie pokażę, bo nie zrobiłam zdjęć. Tak byłam zajęta myśleniem o nowym aparacie fotograficznym, że zaniechałam użyć starego. Ot, taka ze mnie fujara.


18:11, weisefrau , pies
Link Komentarze (15) »
 
1 , 2 , 3 , 4