Rozmaite Gackowej przypadki.

ptaszyny

środa, 17 marca 2010
Biedne są ptaszki tej wiosny.
Śniegu wokół pełno, do robaków nie sposób się dobrać, brzuchy puste, a zegarek i kalendarz w ptasich łebkach wmontowany przez matkę Naturę każą budować gniazda dla piskląt.
Małe i niezbyt agresywne ptaszki nawet do karmnika nie mają szansy wejść.
No bo co ma począć sikorka jeśli w karmniku cały dzień siedzi kos, żre aż mu niemal brzuch nie pęknie i nigdy nie ma dość? Tylko kuper  czasem na zewnątrz wystawi i co nieco na trawniku zostawi.
Ostatnio sikorki prawie u mnie nie bywają. Bywają za to dzwońce. Agresywne, oliwkowe ptaki tłukły się w karmniku aż pierze leciało.
Od kilku dni widuję w ogrodzie sierpówkę. Straszna z niej kobyła, niewiele mniejsza od sroki.


Maluchy nie ośmieliły sie przy niej wejść do budki. Ale jak sobie poszła, to i owszem, weszły:

Nie wiem, co to za ptaszek. Ktoś wie?
Jest naprawdę malutki.


I trzeba ostatnio bardzo na własną skórę uważać, bo pojawili się tacy goście:


Czy to jest krogulec? Jeśli ktoś wie, to niech powie.
Drugi taki, całkiem nieżywy, leży pod frontowym tarasem. Nie wygląda na poharatanego przez kota, nie ma obrączki.
A pan modraszek dzielnie zasiedla budkę dla ptaków.
Dałam mu do dyspozycji torbę wyczesanych z psów kłaków. Wiem, ze ich użyje na kołderkę dla pisklaków, bo w zeszłym roku czyszcząc budki znalazłam całkiem sporo psiej wełny.

14:18, weisefrau , ptaszyny
Link Komentarze (7) »
sobota, 16 stycznia 2010
Póki nie trzeba z zasp wypychać Lanosów śnieg jest piękny.


Tak wygląda z zewnątrz mój ogródek.
A Dolina Służewiecka  teraz jest taka:



W śniegu da się ryć nory nawet bolącymi łapami i Kretka skrzętnie to wykorzystuje.



Nie jest łatwo brodzić w śniegu sięgającym do linii wodnej!
Czasem trzeba poruszać się susami prosto do góry. I wtedy widać w jakie mięśnie matka natura wyposażyła psa.



(...) Kretka nurza się w śniegu
I jak łódka brodzi.

A w karmniku i w ogródku pojawili się nowi goście.

Oto śliczny drozd.


I śliczny kos.
kto będzie je karmił, gdy pojedziemy do Klebarka?
Nie zginą z głodu. Wszystkie osiedlowe krzaki poobwieszane są połciami słoniny dla sikorek i karmnikami z karmą dla ptaków. Na każdym balkonie ktoś dokarmia skrzydlaty zwierzyniec. Dzieci sypią okruchy na odśnieżonym kawałku podwórka. I pewnie dlatego tak tu ptakom dobrze.

18:00, weisefrau , ptaszyny
Link Komentarze (7) »
czwartek, 17 grudnia 2009
Będzie bez ptasich zdjęć, bo w archiwum z zeszłego roku czytelnicy znajdą takie same zdjęcia, jakie mogłabym wrzucić dziś.
Sikory z żebraczym wyrazem dzioba pojawiły się już na początku listopada i choć było ciepło i robaków pewnie było w bród, to jednak sypałam im do karmnika to i owo, żeby nie poszły na wyżerkę do kogoś innego. Część z nich to pewnie ptaszki, które wyległy się w naszej budce. Do początku grudnia pożarły 3 kilo łuskanego słonecznika i kilka tłustych kul z ziarenkami. Samych bogatek jest około 30 sztuk. Kilka modraszek też mnie stale odwiedza.
Pani sroka wielka jak mastodont też próbuje wleźć do karmnika kilka razy dziennie. Rudzik codziennie kontrolnie przylatywał sprawdzić, czy kuchnia już wydaje, ale żywił się sam póki mógł.
Teraz, kiedy nagle chwycił spory mróz i sypnęło śniegiem całe towarzystwo stawiło się w komplecie. Państwo ziębowie z rozpaczą dreptali po zaśnieżonym tarasie licząc na okruchy z pańskiego stolu, bo do karmnika wchodzą bardzo niechętnie. Dzwońce zielone jak oliwkowe listki też już są i nie przejmują się sikorkami. Brak już tylko mazurków. Za to pojawił się szary, niezidentyfikowany jeszcze obywatel, póki co bardzo ostrożny.
Co 2 godziny odśnieżam więc taras szczotą, sypię ziębom coś na dechy, do karmnika łopatą trzeba sypać, bo wszystko znika jak za dotknięciem zaczarowanego, głodnego dzioba. Micha ciepłej wody już stoi. A przed balkonowymi drzwiami w kuchni leży kocyk dla Kretki, która stróżuje i pilnuje ptasiego bractwa przed kotem. Łaciaty caban bezczelnie potrafi usiąść tuż przy karmniku!  Raz go przyuważyłam, jak polował na ptaszki na modrzewiu. Nie jest łatwo automatem wyostrzyć motyw główny łażący wśród gałęzi:







Jak go widzę, to ciskam w drania kartoflem nie za dużym. Nie ciskałabym, gdyby na osiedlu nie było dobrze zaopatrzonej kociej stołówki i gdyby to był bezpański kot. On lubi sobie zapolować!

środa, 19 sierpnia 2009
Klebark jest piękny i można tam zobaczyć rozmaite stworzenia w nieoczekiwanych pozach i sytuacjach. Pewnie mam zbyt miastowe spojrzenie na dziczyznę i strasznie mnie cieszy jak choćby bociana widzę. A jak widzę, to i pstryknę! Ten bocian sfotografowany w gnieździe drugiego sierpnia czeka aż rodzice przyniosą mu coś do jedzenia. 13 sierpnia już sam poleciał na bociani zlot przedodlotowy. Szybko się musi uczyć ptasia młodzież.



Ten stwór zazwyczaj nie fruwa. Ale tu i teraz owszem!





Jak już sobie pofruwa i się zmęczy to musi się schłodzić. Najlepiej w bardzo błotnistej kałuży. A jak przeschnie to się państwu w takim stanie gotowa wmeldować do łóżka!


Ważny moment z życia Kretki nie został niestety uwieczniony na fotografii. Kretka wie, że ma biegać za piłeczką albo patykiem. Niestety natknęła się na kreta. I po chwili było definitywnie po krecie. Teraz psica bardzo poważnie traktuje kretowiska. W każdym w końcu pachnie tym zwierzęciem, które dało się tak łatwo zabić. Za to dla równowagi nasz dzielny pies myśliwski wystraszył się muchy.
Mucha została zręcznie złapana w locie i niedogryziona zębiskami na śmierć zaczęła fruwać w psiej paszczy. Kretka zdumiona wypuściła zdobycz, a zobaczywszy, że paskudztwo dalej bzyka i kręci się w kółko na podłodze uciekła jak niepyszna pod łóżko.
Na łąkach można niespodziewanie zobaczyć różne zwierzęta, ot choćby takie:


A jak się ma fart i aparat przy sobie ( z dużym zoomem) to  uda się zobaczyć taki zlot żurawi:

Chyba zima przyjdzie wcześnie w tym roku bo ptaszyska jeszcze chwile pochodziły, pokonferowały


A potem wszystkie razem podfrunęły, sformowały elegancki klucz i poleciały!



 I tyleśmy je widzieli!



20:28, weisefrau , ptaszyny
Link Komentarze (5) »
niedziela, 21 czerwca 2009
Przepadam za wróblami. Małe, nieustraszone ptaszki w okolicach wietnamskich barków czyhają na resztki z pańskiego stołu. Oto młode wróble w takiej sytuacji:





Ta młoda wróbliczka mimo paskudnej łysiny robi się na bóstwo.
A młody piękniś się nie stroi, tylko z godnością pozuje jak modelka:



I jeszcze portret ptaszka:




17:11, weisefrau , ptaszyny
Link Komentarze (3) »
niedziela, 31 maja 2009
Tydzień temu rejwach w ptasich domkach ucichł. Jeszcze w sobotę ptasi rodzice uwijali się jak w ukropie, co 20 sekund któreś z nich wskakiwało do budki z wijącym się robalem w dziobie, a już w niedzielę zapadła cisza. W obu domkach jednocześnie. A ponieważ nie widać wokoło ani rozsypanych piórek, ani żadnych szczątków, więc sądzę, że lęg obu parek się udał.
Spacerując z Kretką w Dolince Służewieckiej mam okazję obserwować ptasi świat. I pewnego dnia zobaczyłam w końcu małe ptaszę, które samo osobiście śpiewało dziewięć różnych piosenek. Po kolei terkotało, ćwierkotało, gwizdało, stukotało i wydawało jeszcze inne dźwięki, dla których nie znajduję określeń. I te rozmaite piosenki wykonywało z zapamiętaniem, bardzo głośno, siedząc na drzewie albo na trzcinie i zupełnie nie przejmując się otoczeniem.
Codziennie spotykam ptaszynę (trzciniaka konkretnie) w tym samym miejscu. Jest tak zapamiętałym śpiewakiem, że nie wiem, czy ma czas jeść. Śpiewa od świtu do zmierzchu oznaczając swoje terytorium


Trzciniak ma bardzo charakterystyczny śpiew. I sądząc po tym śpiewie w Dolince Służewieckiej jest całkiem sporo trzciniaków.
Jest też sporo kaczek. Kacza młodzież trzyma się jeszcze mamy i bardzo dekoracyjnie wygląda i na stawkach i w trawie:



A czasem na wodzie pojawia się jakiś młodziak bez mamy:



Czekam, kiedy w trzcinach odezwie się bąk albo bączek. To malutkie ptaszki, a ryczą tak, jakby w trzcinach siedziała krowa!


17:13, weisefrau , ptaszyny
Link Komentarze (1) »
niedziela, 17 maja 2009
W marcu założyliśmy na gołych jeszcze drzewach dwie budki dla sikorek i jedną dla rudzika. Rudzik się nie wprowadził. Budka stoi pusta. W budce widocznej z kuchni zagnieździły się modraszki. Teraz drzewa są już pięknie ulistnione i budka jest schowana. Mimo to modraszek strasznie krzyczy, kiedy do jego budki stara się wleźć sroka, albo kot. Mam na tę okazję na kuchennym parapecie trochę żwiru. Otwieram okno i buch żwirem w srokę. Albo w kota. Kotami zresztą zajmuje się Kretka, nie robi im krzywdy, ale pogonić umie.
Druga budka wyglądała na niezamieszkałą, ale tylko wyglądała, bo bogatki sa jakieś dyskretniejsze. Od kilku dni budka sama z siebie popiskuje, a dwie sikorki co 20 sekund przynoszą do niej żywe, wijące się robale. Nie da się tego niestety ot tak sfotografować. Natomiast ogródek zarobaczony w zeszłym roku okropnie chyba jest czysty jak łza. Nie ma pająków, nie ma liszek. Mszyc tez nie ma, bo decisem róże opryskałam nim się maluchy wylęgły. Teraz chyba będę mszyce ręcznie zbierać, żeby się ptasia młodzież nie potruła.



Mały zaniedbany rododendron traktowany w zeszłym roku specjalistycznym nawozem zaraz zakwitnie. Już widać, że będzie miał piękny, nasycony, czerwony kolor.
A w nieprzebytych krzakach, w które wlazłam z sekatorem poczułam niebiańską woń. Musiałam się dobrze naszukać, żeby w koronie drzew znaleźć przepiękny, rozkwitnięty bez, biały i fioletowy. Po co komu bez, którego nie widać? Sekator poszedł w ruch i mamy bukiety nie z tej ziemi.



Coś mnie podkusiło i kupując trawę do siewu wzięłam też paczkę trawy z dodatkami, tzw łączkę. Trawie w moim ogródku jest ciężko. W cieniu nie lubią rosnąć gatunki trawy tolerujące gliniastą ziemię. Zaś cieniolubna kostrzewa nie znosi ciężkiej, gliniastej ziemi. Z trawnika typu łaczka wyrosła chyba sama łączka składająca się głównie z koniczyny. I dobrze, koniczyna powinna tu przeżyć. Trawnik, póki młody przycinam nożyczkami, żeby podcinarka nie wyrwała go z korzeniami. A po strzyżeniu jest prysznic z rozbełtanej w wodzie azofoski. Pod największym świerkiem wyrósł grzyb. Za to śliczna jodełka, nawożona i podlewana straciła dziś wszystkie kolki. Nie wiem co z nią zrobić. Obciąć łyse gałęzie? Wyciąć ją do cna?
Oczko wodne, czarne, plastikowe i dość tandetne okazało się błogosławieństwem dla ptaków i mojego papirusa. Papirus, którego hodowałam na parapecie od 1989 roku wsadzony na całe zeszłe lato do wody zakwitł i rozrósł się w gęsta śliczną kępę. Przezimował w chłodnej sypialni bez większych strat i znów stoi w wodzie. Mama obsadziła oczko bylinami ze swojej działki i wygląda zupełnie inaczej niż w zeszłym roku. Nawet lilia wodna będzie po nim pływać, o ile nie zdechnie. Lilia wodna rodem z Obi, ponoć rośnie i kwitnie nawet w misce.



 Za tydzień będzie nowy taras, pan Hrabia planuje złożyć go w sobotę, niedzielę i poniedziałek.



 Wtedy ukradnę jakiś mebel ze śmietnika, bo mój szkolno-maturalny, odwieczny  stół nie przeżył niestety zimy na tarasie, ustawię sobie doniczki z łączką, kobeami i hortensją i będę miała własny wygon!
A Kretka, mądre zwierzę nie zapomniała, jak się chodzi przy rowerze. Trochę się bałam brać ją na rower w mieście, ale nie zapomniała lekcji z Dębek. Kantar na pysk, żeby nie wojowała, zwykła smycz, żadne  tam jojo, i umiarkowane tempo jazdy. A psiak truchta obok mnie i tylko jest zdezorientowana, czemu nagle ma się poruszać po prawej stronie pańci, choć zawsze na smyczy ma iść z lewej? Przeleciała dziś obok mnie ze 6 kilometrów. I nie padła, znaczy jutro jedziemy na Kabaty. Obie musimy poprawić sobie kondycję.
W koszyku przy takim biegu musi być woda i miska dla psa.

21:46, weisefrau , ptaszyny
Link Komentarze (6) »
czwartek, 16 kwietnia 2009
Właśnie fotograf z Klebarka - nota bene znakomity fotograf krajobrazu, przysłał mi zrobioną dziś w nocy, a raczej bladym świtem fotografię.
Wśród warmińskiego krajobrazu przechadza się swobodnie nie kto inny ale najprawdziwszy struś. Turyści - pędźcie do Klebarka!



Seeker/Mental aberration jest świetny w tym co robi.  Bardzo podziwiam jego zdjęcia i z przyjemnością oglądam w naturze to, co cały rok oglądam na jego fotografiach. Niestety, nie chce założyć własnej galerii, choć materiału miałby na pięć wystaw. Widocznie jest nieśmiały. Seeker ponadto bardzo wiele mnie nauczył. Zdjęcie poniżej też jest jego autorstwa.


13:50, weisefrau , ptaszyny
Link Komentarze (6) »
niedziela, 15 marca 2009
Neon powyższej treści reklamował za PRLu jakąś spółdzielnię mieszkaniową. Był absurdalny, bo większość obywateli duszę by diabłu oddała, żeby gdzieś zamieszkać, ale nie było gdzie.
W naszym ogródku też nie wszyscy mieli gdzie zamieszkać, więc cała rodzina rzuciła się na poszukiwania budek lęgowych dla ptaszków. Najszybsza była moja mama, znalazła przez internet centrum ogrodnicze Melon przy Puławskiej 444, za kościołem w Pyrach jadąc w stronę Piaseczna. I popędzała nas, byśmy się tam   udali i kupili stosowne letnie mieszkania dla ptaszyn. Dwa dla mamy na działkę, i trzy do naszego ogródka.
Pojechaliśmy, przegapiliśmy, pobłądziliśmy po Pyrach, trafiliśmy i w reszcie wkroczyliśmy do Melona. W Melonie przywitała nas przepiękna stara suka o pochodzeniu wilczo - terierzym, kosmata, z sierścią sztywną jak szczota, posiwiała i niezwykle uprzejma. Tak się z nią wylewnie witałam, że wyległ cały personel Melona. Powiedzieliśmy po co przybywamy i cały personel centrum ogrodniczego zaczął składać na podłodze nasze zamówienie. Pokazano nam wszystkie domki lęgowe, jakie były na składzie, dobrano dwa domki na działkę bez dzięciołów, dwa do ogródka z dzięciołami (wejście do domku okute jest blachą, żeby dzięcioł go w zapale nie rozbił) i jeden domek dla rudzika. Zawieźliśmy to do domu i zaczęłam czekać, kiedy to Tomek przybije domki do drzew. No na święty Jury bym się doczekała. Niby zakazał mi skakać po drabinie w ogródku, ale kto by go tam słuchał. Wytargałam z piwnicy drabinę i gwoździe, wzięłam mój własny młotek i hajda.
Wczoraj powiesiłam te domki mając świadomość, że ostrożne ptaszki mogą i cały sezon sprawdzać, czy miejsce jest bezpieczne. I nie ma się co spodziewać rychłego zasiedlenia.
Rano w ogródku był wyjątkowy rejwach. Mimo, ze śniegi stopniały karmnik wciąż jest odwiedzany przez moje stadko kilka razy dziennie. Na jarzębinie było dziś wyjątkowo rojno. Była parka kosów, szpaki, sikorki, dwie sójki i jeszcze ktoś, kogo nie zidentyfikowałam. Potem rozległ się bardzo głośny terkot i wrzask, wszyscy uciekli, a został z prawem najmu budki najmniejszy sikorek w ogródku.





Co dzieje się w drugiej budce i w domku rudzika nie wiadomo, bo nie widać ich z okien. Nie będę ptaków straszyć, niech się w spokoju zapoznają z nowymi domkami.

12:59, weisefrau , ptaszyny
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 23 lutego 2009
Wczoraj ptasie towarzystwo dało czadu. Był mróz i  maleńkie ptaszyny pożarły 30 dekagramów słonecznika łuskanego! I drugie tyle rozmaitych innych ziarenek.
Cały dzień siedziały wszystkie w ogrodzie i żarły, jakby miał nadejść koniec świata.
Wyrzuciłam na kompost potłuczone skorupy jajek. Pani sroka wygrzebała je spod śniegu i jadła z ukontentowaniem. Po sroce na skorupki rzuciła się pani kosowa. Potem sikorzyce, pani dzwońcowa i chyba nawet mazurkowa też.
Zachowywały się jak kury Pani Kobiety, które dostawały skorupy jaj, żeby "nie lały jajami", czyli żeby skorupy złożonych przez te kury jaj miały odpowiednia twardość. No cóż, zbliża się sezon lęgowy i trzeba się wapnia nachapać.
Pani kosowa rozkoszowała się także jagodami jałowca, którymi pan kos gardzi.


Rudzik był tak zajęty karmnikiem, i tym co z niego wypadło, ze pozował jak modelka.







A przed frontowym tarasem, na świerku cały dzień spędził taki obywatel drozd:





Jak się zacznie na nie patrzeć, to nie można przestać. Cały dzień gapiłam się wczoraj przez okno. Dziś jest odwilż i ptaszyny wpadają tylko grzecznościowo.

13:17, weisefrau , ptaszyny
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2