Rozmaite Gackowej przypadki.

rysunki

niedziela, 15 lipca 2012
Tym razem chciałam się pobawić kredkami akwarelowymi.



Same kredki akwarelowe niestety nie dają intensywności koloru, do której przywykłam.
Zatem po nich przyszła kolej na akwarelę. W to której z kolei jestem jeszcze cieniutka. Wykończyłam to zwykłą suchą pastelą.
W trakcie roboty trzeba było całość uprasować, bo mi się nie chciało papieru naciągnąć. I fałdziste falbanki powstały.
Dość tych irysów na razie.
Fuksje kwitną jak głupie, nasturcja też już kwitnie, pora się za nie brać, bo lato się skończy a ja z niczym zostanę.
Dla zainteresowanych: 
Wydawnictwo RM wydało właśnie w serii Atelier Domowe książeczkę autorstwa Jenny Keal Pastele Zaczynamy Malować.
Fajne turtoriale, krótko, rzeczowo wyjaśnione co i jak. Parę doskonałych patentów w niej znalazłam.
Hiszpańskie podręczniki malowania są do d.... Anglicy jakoś jaśniej się w tej materii wyrażają.



18:02, weisefrau , rysunki
Link Komentarze (6) »
wtorek, 10 lipca 2012
Kto wchodzi do domu oblizuje się na widok ostatnio wykonanej pasteli z irysami. I w trybie dość pilnym powinnam wykonać ich jeszcze kilka.
Dobrze, ze kiedy była po temu pora dość szczegółowo fotografowałam mamine zbiory na działce. Bo teraz to tylko szpinak i sałata tam rosną.
I mam obfite archiwum irysowe. Do maja wystarczy.



Czy coś mu jeszcze brak, czy może już taki zostać? Kilka dni na niego popatrzę i zadecyduję.

Spieszę dodać, że rysowanie to jedna z podstawowych metod zachowania zdrowego rozsądku w niesprzyjających okolicznościach.
22:54, weisefrau , rysunki
Link Komentarze (8) »
czwartek, 24 maja 2012


W sobotę przywiozłam z byłej maminej działki pąki irysów. Mało ich bardzo w tym roku. Obecną właścicielkę kwiaty raczej nie obchodzą, woli hodować szpinak, sałatę i ogórki. Pozwoliła mi wziąć kwiatów ile chcę. 
Inne irysy będę malować już z cudzych ogródków i ze starych zdjęć. A wolę żywe.
Jeszcze kilka dni i będą peonie. Ale to dużo większe wyzwanie niż dość proste w budowie irysy.


Poczytałam, co ostatnio tu napisałam i widzę, że zaczynam wyłącznie narzekać.
Ponieważ damie narzekanie nie przystoi, a mam ochotę narzekać jeszcze bardziej, chwilowo zawieszam pisanie. Nikt narzekań nie ciekaw i nie ma co ludzi dręczyć.
Może się zestarzałam i przynudzam.
Może.
14:12, weisefrau , rysunki
Link Komentarze (15) »
piątek, 18 maja 2012
Passe partout, czyli po ludzku mówiąc paspartu potrafi wiele, potrafi pomóc nawet najmarniejszemu gryzmołowi. I pomogło.



Nareszcie w mojej okolicy pojawił się sklep z przyborami do takiej twórczości, ryknęłam i zawyłam z radości znalazłszy wielkie pudło tektur przyciętych już do standardowych rozmiarów.
Niestety, pastelowych obrazków nie da się bez nich nawet przechowywać. Sucha kredka się osypuje nawet po użyciu fiksatywy. A fiksatywy trzeba używać z umiarem, bo pożera kolor.
No i teraz mam sklep z papierami, fiksatywami i innymi cudami na podorędziu, nie trzeba po to do śródmieścia jechać. I dobrze, bo takie tektury się piekielnie niewygodnie transportuje.
Jutro jadę z Canonem pod pachą na działki na kwiatkowe łowy, coś się potem narysuje! A jeżeli przywiozę żywe irysy, to się narysuje i namaluje na bank. Za irysami przepadam, ale nie mam ani jednego obrazka, poszły do ludzi.
Szkoda tylko, że tan sklep z pomocami do malowania powstał na miejscu jedynej w okolicy księgarni a nie w miejscu jakiegoś banku albo sklepu z materacami. 
No ale książki to już się teraz tylko w Merlinie kupuje, a akurat punkt odbioru Merlina jest na miejscu.

22:27, weisefrau , rysunki
Link Komentarze (4) »
czwartek, 19 kwietnia 2012
Miałam kiedyś hibiskusa. Kwiaty miał ładne, choć jak to u nich nietrwałe i na Starym Mieście biedak zimy nie przeżył. najpierw zgubił liście a potem nie wypuścił nowych.




Dobrze, że zdjęcia po nim zostały.
Zielenie jak zwykle nie są łatwe. Ale poćwiczymy, poćwiczymy i się nauczymy. Tu akurat nie umiałam osiągnąć intensywnej zieleni inaczej niż kładąc na podmalówkę dość gęstą, czystą ultramarynę.
W tej technice trzeba strasznie dużo wiedzieć. Każda farba, nawet tego samego koloru, ale od innego producenta zachowuje się inaczej. Inaczej się kładzie kolor na papierze, inaczej się wymywa wodą z papieru. No i tworzy z innymi zupełnie inne mieszanki.
Akwarela jest idealnym medium dla gospodyni domowej. Każdy etap trwa bardzo krótko, a potem trzeba czekać aż wyschnie. Można wtedy załadować zmywarkę, zamieść, zetrzeć, obrać, nastawić na gaz i pomyśleć co dalej. Malując muszę jednak przy równoległym gotowaniu nastawiać timer, bo w rysowaniu i malowaniu siedzi jakiś pożeracz czasu, taki sam jak przy surfowaniu po sieci. Nie wiadomo kiedy jest kilka godzin później.
Akwarela to nie pastel, nie trzeba stać ciurkiem trzy godziny nad deską. Ciągłe czekanie na wyschnięcie warstwy daje czas na resztę obowiązków.
Zabrałam się za to medium po troszę z przekory. Bo co to ma niby znaczyć, że to jest trudne. Jak się umie, to nie jest trudne, ale się nauczyć trzeba. I leżą te farby tyle lat i czekają na święty Jury aż w niebie będą dziury. A teraz jest tyle tutków pokazujących co i jak. Obejrzawszy na You Tube kilkadziesiąt pokazów uznałam, że nie ma co dalej zgrywać Księżnej Pani i trzeba ręce ubrudzić. Fakt, że przy tym akurat ręce są czyste. To przy pasteli i ręce i cały człowiek upaćkane są niesłychanie.
A po drugie da się tym w plenerze pracować. Podróżowanie z furą kruchych i drogich pasteli nie jest łatwe. Pudełko farbek, papier i pędzelek zmieszczą się w torebce i nie waży 5 kilo.
Będę więc szanownych czytelników katować własnymi wyrobami ślicznymi niesłychanie.
A co.

20:39, weisefrau , rysunki
Link Komentarze (16) »
sobota, 14 kwietnia 2012
Pracowałam grzecznie cały dzień: rysunek, kalka, kopia i w końcu mogłam wziąć akwarele.
To mój pierwszy w życiu kwiatowy obrazek w tej technice. Pocieszałam się, że zawsze mogę skończyć obrazek pastelą.
Okazało się że nieużywane kilka lat farby wciąż są dobre, akwareli wiek nie przeszkadza, trzeba tylko dodać wody. Ulubiony pędzelek kupiony sto lat temu w Niemczech też dalej jest ulubiony. Tylko płyn maskujący trochę się miejscami zestalił, ale tak z nim bywa. Starczyło go na kwiaty jabłoni. Z daleka wygląda lepiej niż z bliska. Trzeba poćwiczyć.


19:26, weisefrau , rysunki
Link Komentarze (25) »
czwartek, 24 marca 2011
Dziś rysunkowy czwartek, zatem zapakowałam niebieskiego rolls royce'a z IKEA (pastele, papier, chusteczki nawilżane, kawa, ołówki, lalka, miś,aparat) i pojechałam z majdanem do Domu Sztuki. A tam zonk... Zamiast ciszy i sztalug do wyboru  - tłum świeżego narybku zwabionego ogłoszeniem w necie że zajęcia dla dorosłych za darmo.
Jedna pani zajęła moją ulubioną sztalugę, druga częstowała się moimi pastelami jak własnymi. No ciasno było.


I tylko 2 godziny. Zatem wzięłam mniejszy format. I płacząc nad zestawem turkusu, zieleni i czerwieni zrobiłam to. W tle inne prace i "martwa" czyli model.



Jakoś szczególnie zadowolona nie jestem. Ale niech tam, lalka siedzi. Tulipany po pierwszej godzinie urosły i otworzyły się i nie miałam szansy nad nimi popracować w pierwotnej formie.
A na półce z horrorami Kinga siedzi tłum golasów i patrzy z wyrzutem. Każda pyta, kiedy ją ubiorę. Nie na wszystkie mam koncept, ale pomysły się lęgną.
Kostiumy Mary Poppins pani Shepherd narysowała już w latach trzydziestych XX wieku. Nie ma tu co kombinować. Przeleciałam się po stronach z moda tamtych lat i wiem trochę więcej na ten temat niż wczoraj. 
Lara Croft żąda skórzanej kurtki , długich spodni, buciorów terenowych, szalika ażurowego i wygodnej bluzki z cienkiego dżerseju. Agnieszka jest niezdecydowana, a Syd twierdzi, że chce dzianinę, ale nie wie, w jakim kolorze i trzeba zrobić z nią próby kolorystyczne. Chłodne rude włosy, jakiś bakłażan i błękitne oczy. Czyli chłodna tonacja powinna być. Layne jest zdecydowana na jedwabie bardzo dekoracyjne, falbany i wody. Ma być wytworna.


14:50, weisefrau , rysunki
Link Komentarze (8) »
czwartek, 17 marca 2011
Miały być lalki a były rysowanki. Wczoraj wieczorem zadzwoniła instruktorka z Domu Kultury, że ktoś w końcu się namyślił i w czwartki od 11 do 13 są zajęcia z malarstwa dla dorosłych. Tylko 2 godziny, ale za to za darmo.
No to poszłam i pierwszy raz w życiu trzymałam w ręku węgiel dłużej niż 2 minuty. Nie lubiłam nim rysować, jest zbyt nieprzewidywalny a trzymany w mojej ręce nie jest ani trochę subtelny. Ale ułatwiłam sobie życie: wzięłam szary papier i biały pastel do towarzystwa temu węglowi. Do malowania dostałam okropnie brzydką, sztuczną orchideę. Pierwsze koty za płoty.



A ponieważ wieczorami przy CSI też trzeba coś robić, to zrobiłam sobie skarpetki. Pamiętna tego, że przy każdej robótce trzeba się czegoś nauczyć tym razem nauczyłam się robić piętę rzędami skróconymi.



Są naprawdę bardzo kolorowe!
15:25, weisefrau , rysunki
Link Komentarze (11) »
wtorek, 09 listopada 2010
Portrecik - bo malutki, A4 jedynie. A na portreciku facet wielki jak góra, to się cały nie zmieścił.



Na tym obrazku widać, że pan podinspektor już na emeryturze nie jest grzecznym chłopczykiem i jakby co to umie zrobić kuku. Widać, że w realu na jego widok męty i menele grzecznieją, przestają się bić i porzucają skradziony towar. Bezczelni młodzieńcy ustępują miejsca staruszkom i uruchamiają zablokowane przez samych siebie drzwi w metrze, a ci, co mieli złe zamiary natychmiast od tych zamiarów odstępują.
I o to chodzi, bo pan podinspektor jest teraz Bardzo Ważnym Urzędnikiem w Bardzo Ważnym Urzędzie. Nosi garnitur z krawatem, jak zawsze dba o bezpieczeństwo nas wszystkich, ale w tym garniturze wygląda grzeczniej. Wręcz nieszkodliwie. Obrazek zawiśnie w gabinecie w Bardzo Ważnym Urzędzie, żeby interesanci wiedzieli, z kim mają do czynienia, i żeby głupich numerów nie próbowali.

16:23, weisefrau , rysunki
Link Komentarze (9) »
wtorek, 25 maja 2010
Czytam sobie na blogach i forach jakie to jesteśmy my, rękodzielniczki artystyczne.
Na kursie rysunku, na który chodzę, z sześciu zostały nas dwie. Te cztery, które się wykruszyły też w kółko gadały o artyzmie, o tym jak one świat widzą - pewnie inaczej niż zwykli śmiertelnicy - a na wskazane przez prowadzącą zajęcia błędy reagowały twierdzeniem, ze to był świadomy zamiar.
Świat pełen jest artystycznych dusz, fikających nogami przy rurze,  zamalowujących kredkami kolejne arkusze papieru, brzdąkających na gitarach, klejących razem szmatki i papierki, szydełkujących i dziergających na drutach z przepisu oraz z głowy, haftujących jelenie i kwiaty.
Rozumiem, czemu to robimy. Sama produkuję podobne rzeczy. Ale opowiadanie o artyzmie w tym kontekście to gruba przesada. Mnie interesuje raczej rzemiosło: jak wydziergać sweter, aby pachy nie wyły, aby był użyteczny i ładny. Czym i jak haftować, żeby haftowany przedmiot pasował do zdobionego wnętrza, żył długo mimo prań i prasowań, a jego wzornictwo nie budziło złośliwego rechotu.
To samo z obrazkami. Niech o czymś opowiadają, niech będą wesołe, niech pokażą światu, że w oczach mam nie tylko astygmatyzm ale i ciut spostrzegawczości.
Nie ma mowy o artyzmie jeśli przedmiot jest wykonany z gotowego wzoru. Jeśli jest w tym jakiś artyzm, to wyłącznie autora projektu, a nie wykonawcy.
Zresztą jak mawiała moja nauczycielka rysunku - profesjonalna malarka - artystą się bywa, a nie jest.
Czasem coś się uda niebywale a czasem kaszana powstanie okropna.
Mimo to całe mnóstwo amatorów różnych dziedzin strasznie chce być tak samo traktowanych jak profesjonaliści. Dla jednych to hobby, dla drugich to zawód, źródło utrzymania. A rynek jest płyciutki, ze sztuki utrzymać się jest bardzo trudno. I nic w tym dziwnego, że profesjonaliści starają się swoje źródło utrzymania uczynić niedostępnym dla amatorów. A skoro już tym amatorom tak strasznie zależy, to nich płacą za kursy i nauki.
Zamiast gadać o artyzmie trzeba by się rzemiosłem zająć poważniej. I poważniej je traktować.
  
21:10, weisefrau , rysunki
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2